Niektórzy z ciężko oparzonych górników mogą być leczeni dzięki hodowli keratynocytów. To nowoczesna metoda, która pozwala na odbudowywanie zniszczonych części skórny. Nie jest finansowana przez
NFZ ani
Ministerstwo Zdrowia - To pójdzie w koszty szpitala. Nie mogę odmówić ludziom leczenia - mówi Mariusz Nowak, dyrektor szpitala w Siemianowicach Śląskich.
Minister zdrowia
Ewa Kopacz zapewniła w
RMF FM, że pieniądze na leczenie górników na pewno się znajdą.
Narodowy Fundusz Zdrowia zapłaci za specjalistyczne leczenie górników poszkodowanych w kopalni "Wujek-Ruch Śląsk".
- Przy takich obszarach, które są zajęte, wszyscy górnicy u nas kwalifikują się do tej metody. Będziemy musieli rozpocząć hodowlę u wszystkich pacjentów i przygotować ich do tego typu leczenia. To metoda o wiele lepsza niż tradycyjne przeszczepy jeśli chodzi o odległe skutki - powiedział dr Mariusz Nowak, dyrektor szpitala w Siemianowicach Śląskich, w których jest 19 poparzonych górników
Nowak wyjaśnił, że nie sposób określić jednostkowego kosztu takiego leczenia, ponieważ jego specyfika wobec każdego pacjenta jest inna. Sama hodowla i dokonanie przeszczepu to rząd 50-250 tys. zł. Koszty leczenia ciężko poparzonego pacjenta dochodzą czasem do 300-400 tys. zł. Wdrażając takie leczenie wobec ofiar piątkowej katastrofy, siemianowicka placówka zadłuża się.
Górnicy cały czas są badani. Lekarze z Siemianowic zrobili już bronchoskopię u 12 osób. Tak jak przewidywano, wszyscy mają oparzenia dróg oddechowych, tylko u dwóch nie są one ciężkie. Stan górników nie uległ radykalnemu pogorszeniu, górnik z Bytomia, którego przywieziono dziś nad ranem jest w najcięższym stanie, ponieważ jest nieprzytomny.
Czytaj więcej na razie dostają przede wszystkim leki przeciwbólowe, są też przeprowadzane seanse w 18-osobowej komorze hiperbarycznej, ale to leczenie, które daje efekty tylko w początkowej fazie.
W śląskich szpitalach przebywa łącznie 41 poszkodowanych górników.
Tragedia w Rudzie Śląskiej. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: