Zbrodnia w Yale: studentkę uduszono

mar
16.09.2009 , aktualizacja: 16.09.2009 20:33
A A A Drukuj
Raymond Clark zatrzymany przez policję Fot. John Woike AP Raymond Clark zatrzymany przez policję
Koroner potwierdził przypuszczenia policjantów: studentka Annie Le, której ciało odnaleziono dwa dni temu na terenie uniwersytetu Yale, została zamordowana. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie.
Zatrzymanie Raymonda Clarka. Następnego dnia chłopak opuścił areszt
Fot. Matt Kabel AP
Zatrzymanie Raymonda Clarka. Następnego dnia chłopak opuścił areszt
Annie Le. Zdjęcie udostępnione przez śledczych
Fot. HO REUTERS
Annie Le. Zdjęcie udostępnione przez śledczych
Ciało studentki znaleziono 14 września w podziemiach budynku mieszczącego uniwersyteckie labolatoria. Ciało ukryto pod podłogą. Wcześniej policja bezskutecznie poszukiwała zaginionej.

Rodzina i przyjaciele Annie Le są w szoku: dziewczyna kilka dni temu miała wyjść za mąż.

Dziś, tuż przed ujawnieniem wyników sekcji, policja wypuściła z aresztu "pozostającego w kręgu zainteresowania" śledczych Raymonda Clarka, technika pracującego w laboratorium, gdzie znaleziono ciało studentki. - Nie został aresztowany, więc nie możemy go przetrzymywać - mówi telewizji ABC Joe Avery, rzecznik policji w New Haven, która prowadzi śledztwo. - Ciągle badamy zebrane od niego dowody - dodaje.

Śledczy zebrali już łącznie, w tym na miejscu zbrodni, ok. 150 śladów.

Clark odmawia komentarzy. - Mój klient będzie współpracował z władzami - mówi jego adwokat David Dworski. W laboratorium pracowali też siostra, szwagier i narzeczona Clarka. Żadne z nich nie pojawiło się dziś w pracy.

Media przy okazji śledztwa odkrywają interesujące związane z nimi wątki. Np. Jennifer Hromadka, narzeczona Clarka, zaprzeczyła w zeszłym roku na blogu, jakoby miał on przelotny romans w pracy. - Jest trochę naiwny i nie zawsze umie dobrze ocenić ludzi, ale dobry z niego facet - napisała.

Z kolei sąsiadka pary Felicia Diaz powiedziała ABC News, że w noc odkrycia ciała studentki Clark i Hromadka pośpiesznie opuścili mieszkanie. - Wyglądało to podejrzanie: jakby się nagle wyprowadzali. Mieli sporo bagażu - mówiła Diaz.

Clarkowi nie postawiono żadnych zarzutów. Policja bada też, czy w sprawę nie były zamieszane inne osoby, w tym studenci. - Być może dlatego nie aresztowali Clarka - żeby nie przestraszyło to innych studentów - komentuje dla ABC News Brad Garrett, były agent FBI.

Podziel się