Sąd: Wałęsa nie musi przepraszać reżysera filmu o "Bolku"

rik, PAP
15.09.2009 , aktualizacja: 15.09.2009 16:53
A A A Drukuj
Lech Wałęsa nie musi przepraszać reżysera Grzegorza Brauna za to, że nazwał jego film "gniotem", a samego reżysera - "usłużnym dziennikarzem". Zdecydował o tym prawomocnie Sąd Apelacyjny w Warszawie.
Lech Wałęsa
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Lech Wałęsa
Braun jest autorem filmu pt. "Plusy dodatnie, plusy ujemne", w którym znalazła się teza, że b. prezydent był agentem SB "Bolkiem". SA nie uwzględnił apelacji Brauna od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie z grudnia 2008 r. Oddalił on wtedy wzajemne pozwy Brauna i Wałęsy w całej sprawie. Według SA zasada wolności słowa w debacie publicznej przeważa nad ochroną dóbr osobistych. Braun twierdzi, że "nie ma dla niego sprawiedliwości przed sądami III RP".

Całą sprawę zapoczątkował proces, jaki za zarzut agenturalności wytoczył Braunowi językoznawca prof. Jan Miodek (reżyser prawomocnie przegrał już ten proces). Pytany o to Wałęsa w książce pt. "Moja III RP. Straciłem cierpliwość" uznał, że Braun uczestniczy w tzw. dzikiej lustracji, jest "usłużnym dziennikarzem" i że działa "na zamówienie polityczne". Wrocławski reżyser i publicysta, który w 2006 r. przygotował film pt. "Plusy dodatnie, plusy ujemne", uznał to za insynuacje i zanegowanie jego niezależności. Pozwał Wałęsę i wydawcę książki, żądając od nich przeprosin.

Film nie przeszedł kolaudacji

Były prezydent odpowiedział pozwem wzajemnym przeciw Braunowi, od którego żądał przeprosin za film, wyprodukowany przy współudziale TVP. Film nie został pokazany w telewizji - nie przeszedł kolaudacji i w marcu 2006 r. TVP odmówiła jego emisji. Można zaś go znaleźć w internecie.

Ten "reportaż historyczny" Brauna opisuje postać TW "Bolek". W filmie przedstawiono dokumenty IPN oraz wypowiedzi osób, według których ten agent z lat 70. to Wałęsa. Mówią o tym m.in. przeciwnicy Wałęsy, m.in. Joanna i Andrzej Gwiazdowie. W reportażu są też fragmenty filmu Jacka Kurskiego "Nocna zmiana". Nie ma natomiast wzmianki o wyroku Sądu Lustracyjnego z 2000 r., który uznał za prawdziwe oświadczenie Wałęsy o braku związków ze specsłużbami PRL. Na koniec filmu Braun prezentuje rozmowę z Wałęsą, który zaprzecza, by współpracował z SB, pyta reżysera co on robił w czasie walki "Solidarności" i mówi mu, że jest hańbą, iż w ogóle jest o to pytany, po czym kończy rozmowę.

W ub.r. SO oddalił oba pozwy, uznając, że strony nie muszą się nawzajem przepraszać. Jak mówiła sędzia Małgorzata Kuracka, nie doszło do publicznego pomówienia Wałęsy przez film, bo nie został on wyemitowany w telewizji. - Lech Wałęsa jest wielkim bohaterem, przywódcą ruchu, który wywalczył w Polsce wolność i za życia stał się postacią historyczną - dlatego musi się liczyć z krytyką - także niesprawiedliwą. To paradoksalny aspekt wolności, którą sam wywalczył - dodała sędzia. Dlatego oddalono żądanie Wałęsy, by Braun go przeprosił - sąd uznał, że adwersarze działali w granicach prawa.

Sędzia gruntownie skrytykowała zaś wydaną przez IPN książkę Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "SB a Lech Wałęsa", która była osnową filmu Brauna. - Twierdzenie, jakoby Lech Wałęsa miał być tajnym i świadomym współpracownikiem SB nigdy nie zostało racjonalnie udowodnione - podkreślił SO, według którego film jest "zbyt jednostronny". Sędzia dodała, że książka nie ma żadnych istotnych dowodów potwierdzających tezę o współpracy Wałęsy z SB. - Żeby przedstawić tezę o czyjejś świadomej współpracy, trzeba mieć zobowiązanie do współpracy, teczkę personalną czy teczkę pracy - dodała.

- Niesprawiedliwości stało się zadość - komentował Braun wyrok SO. Jego zdaniem, sąd zezwolił Wałęsie na "kłamliwe pomawianie" go i zapowiedział apelację.

Podziel się