Sąd o prezydenckim ministrze: Nie było żadnej współpracy z SB

- Po latach pan Handzlik jest ofiarą SB i musi dochodzić swego dobrego imienia, mimo że żadnej współpracy nie było - powiedział w orzeczeniu sędzia Paweł Dobosz. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że prezydencki minister Mariusz Handzlik nie był agentem SB.
Minister w Kancelarii Prezydenta wystąpił o autolustrację, gdy po opublikowaniu katalogu IPN okazało się, że został zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik "Piotr". Rejestracji dokonano w 1987 roku, przed wyjazdem Mariusza Handzlika do Francji.

- Sprawa lustracyjna prezydenckiego ministra Mariusza Handzlika jest "przykładem nie tyle tego, że SB mogła fałszować akta, ale że tak było" - mówił w ustnym orzeczeniu sędzia Paweł Dobosz.

Min. Handzlik: Proces to ciężkie doświadczenie

- Jestem szczęśliwy po tym, co powiedział sąd i po tym, jakie stanowisko zajął IPN - mówił Handzlik dziennikarzom po wyjściu z sali sądu. IPN był również za uznaniem, że Handzlik nie był agentem. Minister przyznał, że proces był dla niego ciężkim doświadczeniem. - Pan prezydent Lech Kaczyński od początku udzielał mi wsparcia i wyrażał przekonanie, że prawda musi być powiedziana publicznie - za co mu bardzo dziękuję. Cieszę się, że sąd potwierdził, że mówiłem prawdę - dodał Handzlik.

"To była rejestracja na wyrost"

Wcześniej podczas mów końcowych prokurator IPN Jarosław Skrok powiedział, że dokument przechowywany w zbiorach Instytutu nie może być w żadnej mierze traktowany jako zobowiązanie do współpracy. Prokurator przypomniał słowa jednego z przesłuchiwanych wcześniej ubeków, o tym, że była to "rejestracja na wyrost i na kredyt, perspektywiczna" i że "takie rzeczy w produkcji dokumentów się zdarzają".

Obrońca Handzlika: Esbecy nadal decydują, "czy kogoś utopić"

Mecenas Jolanta Turczynowicz-Kieryłło podkreśliła, że chodziło o stopniowe pozyskanie, w przyszłości, osoby, która deklarowała głęboką wiarę, zaangażowanie w życie kościoła, chęć studiowania na katolickiej uczelni, a nawet zamiar wstąpienia do klasztoru. W jej ocenie, tragedią procesów lustracyjnych, jest to, że zeznający esbecy, ludzie o wątpliwej moralności, decydują nadal o tym, "czy kogoś utopić, czy podwyższyć", nadal mogą niszczyć czyjeś życie.

Mariusz Handzlik ponownie oświadczył, że nigdy nie był tajnym współpracownikiem służb bezpieczeństwa PRL i nigdy nie udzielił tym instytucjom żadnej pomocy.

Skomentuj:
Sąd o prezydenckim ministrze: Nie było żadnej współpracy z SB
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX