Ze względu na zły stan zdrowia byłego metropolitę gdańskiego arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego przesłuchano w jego mieszkaniu w gdańskiej kurii. Kapłan mówił o działalności wydawnictwa Stella Maris, które nadzorował w latach 1998 - 2001. Wtedy, zdaniem śledczych, doszło tam do prania pieniędzy i oszustw podatkowych.
Arcybiskup, który wnioskował o przesłuchanie go w domu ze względu na zły stan zdrowia okazał się być w dobrej formie. Sędzia, prokurator i obrońcy oskarżonych przepytywali go przez 9 godzin.
- Na pytania odpowiadał rzeczowo i to co strony i sąd chciał się dowiedzieć, to się dowiedzieliśmy - mówi prokurator Przemysław Strzelecki. Jego zeznania nie przyniosły przełomu w sprawie. - O nieprawidłowościach dowiedział się później. W czasie, gdy one miały miejsce, z treści zeznań arcybiskupa wynika, że o nich nie wiedział.
Procedura przesłuchania była czasochłonna. W takich sytuacjach protokół musi zostać odczytany, potem podpisany przez strony, co wydłużyło czas przesłuchania. Zdaniem prokuratora Strzeleckiego nie będzie też potrzeby, by przesłuchiwać arcybiskupa ponownie.
W kilkunastu śledztwach dotyczących nieprawidłowości w funkcjonowaniu wydawnictwa Stella Maris oskarżonych jest ponad 40 osób w tym ksiądz. Zarzucono im, że w latach 1998-2001 wystawiali faktury VAT za fikcyjne usługi konsultingowe i doradcze. Oskarżone w aferze osoby, podejrzane są o nadużycia podatkowe i nielegalne przywłaszczanie pieniędzy. Według prokuratorów Skarb Państwa stracił ponad 65 milionów złotych.