- Nic nie stoi na przeszkodzie, by parlament przyjął taką uchwałę - stwierdził Chlebowski w Radiu ZET. Podkreślił jednak, że "nie ma mowy, by przyjąć ją w kształcie przewidzianym przez PiS". - To uchwała. która zmierza do absolutnej konfrontacji, jest nacechowana złością i agresją - powiedział. Jego zdaniem "duża część tej uchwały to język konfrontacji z Rosją". Zaznaczył, że do tej pory ważne daty były czczone, ale na zasadzie konsensusu.
"Nie oddawać pamięci walkowerem" Szef BBN Aleksander Szczygło przekonywał, że taka uchwała powinna być przyjęta. - Wobec propagandy historycznej Rosji nie powinniśmy oddawać walkowerem pól pamięci. Uchwała, która pokazuje nasz punkt widzenia jest jak najbardziej zasadna - stwierdził.
Według Szczygły
prezydent ma rację mówiąc, że grozi nam kolejny pakt Ribbentrop - Mołotow , bo
Niemcy i Rosja układają się w sprawie gazociągu północnego. - Okazuje się, że Niemcy są głusi, bo mówią, że to tylko biznes - tłumaczy.
"Polemika z mediami to nie rola rządu" Szef
SLD Grzegorz Napieralski stwierdził, że nie wie, do kogo PiS chce trafić z tą uchwałą. Przypomniał, że na ostatnim posiedzeniu Sejmu
Tadeusz Iwiński i Longin Pastusiak przygotowali uchwałę na 1 września. - Gdyby nie inicjatywa tych posłów uchwały by nie było - zaznaczył Napieralski. - Ta uchwała wyczerpuje wszystko, tzn. mówi o 1 i 17 września, o pakcie Ribbentrop - Mołotow. Po wizycie Putina i Merkel i po sukcesie Polski zamiast patrzeć do przodu my próbujemy wykorzystać tę okazję do uprawiania polityki - mówił.
Stanisław Żelichowski z
PSL podkreślił, że "nie ma sensu wzywanie rządu do polemiki z mediami rosyjskimi", czego domagają się inicjatorzy uchwały. - To nie jest rola rządu - podkreślił.
- Nie powinniśmy dać argumentu Rosji, żeby takie impertynenckie słowa na temat Polski padały - podsumował Joachim Brudziński z PiS.