O zaskakującym pomyśle Westminster City Council, który uraził Polaków mieszkających w stolicy Wielkiej Brytanii,
pisaliśmy w Gazeta.pl we wtorek.
Polscy emigranci domagali się usunięcia polskojęzycznych znaków, skierowanych do osób załatwiających potrzeby fizjologiczne na stacji Green Line na dworcu Victoria, skąd odjeżdżają m.in. autokary do Polski. Przedstawiciele Polonii twierdzili, że tabliczki, które straszą przyjezdnych ukrytą kamerą i grzywną w wysokości 500 funtów, "godzą w dobre imię Polaków".
To była tylko "użyteczna rada" - Mieliśmy problem z osobami załatwiającymi swoje potrzeby fizjologiczne na tej konkretnej stacji. Z Polski na dworzec Victoria przyjeżdżało wtedy nawet 2 tys. osób tygodniowo. Chcieliśmy im dać użyteczną radę i upewnić się, że nikt nie będzie oddawał moczu na ulicy - tłumaczy portalowi Gazeta.pl Martin Low, Dyrektor ds. Transportu dzielnicy Westminster.
- Teraz mamy dla wszystkich dobrą nowinę. Odnotowaliśmy znaczny spadek liczby takich przypadków i znak można już usunąć - wyjaśnia. - Jedyną przyczyną naszej decyzji o umieszczeniu tabliczek w języku polskim było to, że autokarów z Polski przyjeżdżało wtedy bardzo dużo - dodaje.
Polacy z Londynu: To była kompromitacja Kilkoro Polaków przyszło przekonać się na własne oczy, że obrażające ich znaki zniknęły. - Te tabliczki świadczyły o głupocie osób, które je zawiesiły. To było działanie dyskryminujące polską społeczność - komentuje Wojtek, który mieszka w Londynie.
Podobnego zdania jest jego koleżanka Monika. - Na szczęście te tablice zniknęły. Ich autorzy w końcu doszli do wniosku, że to była kompromitacja urzędu - mówi. - Dobrze, że więcej nie będziemy musieli patrzeć na te znaki. Obrażały nie tylko każdego Polaka, który korzysta z tej stacji, ale który mieszka w Wielkiej Brytanii.
Z sukcesu cieszy się też działacz polonijny, Andrzej Tutkaj. - Lepiej późno niż wcale - komentuje.
Wybrano najpiękniejszą Polkę. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: