Prokuratura rejonowa w Szamotułach często powołuje lekarzy z szamotulskiego szpitala jako biegłych, prokuraturze w niektórych sprawach pomaga też tamtejszy patomorfolog. - Mogłyby więc się pojawić podejrzenia o brak bezstronności przy prowadzeniu sprawy- powiedziała
radiu TOK FM Magdalena Mazur-Prus z prokuratury Okręgowej w Poznaniu, dokąd zostało przeniesione śledztwo. Akta sprawy ma już wydział V śledczy. Trwa wyznaczanie prokuratora, który się sprawą zajmie.
- Po zapoznaniu się ze sprawą zdecyduje, czy powołać dodatkowych świadków i z pewnością będzie rozważał jak najszybsze powołanie biegłych - dodaje Mazur-Prus.
Śledczy mają wyjaśnić, czy lekarze ze szpitala w Szamotułach poinformowali kobietę o zabiegu ubezpłodnienia. Szpital twierdzi, że kobieta podpisała zgodę na zabieg cesarskiego cięcia (to był jedyny sposób, by urodziła się Róża) i związane z nim skutki. A sterylizacja była "skutkiem ubocznym" - miała uratować kobiecie życie, bo zdaniem lekarzy, kolejnego porodu Wioletta Woźna mogłaby nie przeżyć. Woźna w trakcie przesłuchań przyznała, że podpisała zgodę na cesarskie cięcie, ale nie na sterylizację.
Sprawa kobiety stała się głośna, gdy tuż po porodzie sąd odebrał jej dziecko - nowo narodzoną Różę. Argumentował to tym, że w jej domu jest brudno i panuje bieda, a Wioletta Woźna nie jest w stanie zająć się dzieckiem, bo ma problemy psychiczne.
Sąd w Szamotułach zdecydował dziś, że po raz kolejny zajmie się tą sprawą 15 września.