Ciężko chore dziecko mogło stracić rodzinę. Przez nauczycieli

Marcin Krzemiński, TOK FM
03.09.2009 , aktualizacja: 03.09.2009 19:30
A A A Drukuj
Ciężko chory Artur mogło stracić rodzinę, bo nauczyciele zawiadomili sąd, że dziecko żyje w fatalnych warunkach  Fot. Marcin Krzemiński Ciężko chory Artur mogło stracić rodzinę, bo nauczyciele zawiadomili sąd, że dziecko żyje w fatalnych warunkach
- Chory na postępujący zanik mięśni Artur żyje w tragicznych warunkach, a jego matka nie potrafi się nim zająć - twierdzili poznańscy nauczycieli. I niewiele brakowało, by matce odebrano niepełnosprawne dziecko. Sąd na szczęście w tej sprawie ma inne zdanie.
ZOBACZ TAKŻE
Największym problemem tej rodziny jest brak pieniędzy i problemy lokalowe. Kurator sądowa, która odwiedziła Jóźwiaków nie miała wątpliwości, że i matka i babcia dziecka - która pomaga w opiece - bardzo kochają i dbają o Artura - mówi radiu TOK FM Jarema Sawiński rzecznik poznańskiego Sądu Okręgowego.

"To mój dom"

- Warunki nie są wspaniałe, ale to jednak jest dom - mówi łamiącym się głosem Artur.

Także jego matka nie ukrywa, że mieszkanie na 16-metrowym strychu przerobionym na pokój, nie jest szczytem marzeń.

- Zarabiam maksymalnie 1200 złotych. Dużą część tej kwoty "pożerają" leki dla Artura i utrzymanie 3 osobowej rodziny. Moja matka już nie pracuje, bo kto by się zajął dzieckiem, kiedy spędzam w pracy czasem 11 godzin. A syn nie jest w stanie samodzielnie się ruszać. Teraz dojdzie opłata za węgiel, bo idzie zima, a my tu mamy tylko piec kaflowy - opowiada Magda Jóźwiak i pyta:

- Skąd więc wziąć pieniądze na remont naszego skromnego mieszkania?

Najwidoczniej nie spytali o to również nauczyciele jednego z poznańskich gimnazjów. Chłopiec ma nauczanie indywidualne i dlatego pedagodzy bywali w domu Jóźwiaków częstymi gośćmi.

- Jeśli coś im się nie podobało, mieli jakieś sugestie, mogli ze mną porozmawiać- twierdzi Magda Jóźwiak.

- A oni nic - tylko się uśmiechali i nagle- ja grom z jasnego nieba dostajemy z sądu zawiadomienie, że w sprawie naszej rodziny toczy się postępowanie - dodaje babcia Artura, Barbara Jóźwiak.

"To nie jest rodzina dysfunkcjonalna"

Potwierdza to Jarema Sawiński z Sądu Okręgowego:

- Sprawdziliśmy doniesienia szkoły, do której uczęszcza chłopiec. Potwierdziły się informacje, że chłopiec nie ma wielu szczepień - czyli są zaniedbania w sferze opieki zdrowotnej. Ale z pewnością nie jest to rodzina dysfunkcjonalna, jak to napisano w zawiadomieniu - mówi rzecznik.

Dlatego na razie matkę kurator sądowy pouczył, by nie zapominała o obowiązkach względem swojego chorego dziecka.

- Zwróciliśmy się jeszcze do opieki społecznej, lekarzy i szkoły o przekazanie dokumentów na temat Artura i jego rodziny, ale sprawa raczej skończy się szczęśliwie, bo nie ma tu zagrożeń dla chłopca - mówi Sawiński.

Ale będziemy kontrolować rodzinę do czasu, aż jej sytuacja się poprawi. Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie deklaruje, że zajmie się Jóźwiakami.

Jest też szansa na większe mieszkanie

- Mamy już wniosek od pani Jóźwiak. Dotyczy on przyznania lokalu w 2010 roku. I na pewno jej się ono należy, choćby z powodu chorego dziecka - twierdzi Aleksandra Konieczna z poznańskiego Urzędu Miasta.

Nadgorliwi nauczyciele nie chcą rozmawiać

Szkoła, której nauczyciele "interweniowali" w sprawie rodziny Jóźwiaków w sądzie, unikają kontaktów z mediami. Nawet telefonicznych:

-Jest tylko pani wicedyrektor, ale nie jest upoważniona, by rozmawiać z mediami na ten temat - odpowiada pracownik sekretariatu szkoły.

- A czy istnieje szansa by o sprawie Artura porozmawiać z pani dyrektor? - pyta reporter TOK FM.

- Pani dyrektor jest teraz na naradzie.

- Może pani jej chociaż przekazać, że chciałem z nią porozmawiać?

- Jak mówiłam: pani dyrektor jest na naradzie i nie życzy sobie, by jej w tym czasie przeszkadzać!

Podziel się