- Uroczystości na Westerplatte były sukcesem Polski - ocenia w komentarzu redakcyjnym Jarosław Kurski, wicenaczelny "Gazety Wyborczej". Sukcesem według Kurskiego jest to, "że europejscy przywódcy nie bili się w cudze piersi, ale we własne".
"Europa zwyciężyła nad własną przeszłością" CZYTAJ komentarz - Wspomnienie roku '39 nie zmieniło się w licytację narodowych krzywd - podkreśla. Kurski przypomina, że żaden z przywódców nie przekroczył granicy, która by niweczyła szansę na pojednanie Polski i Rosji.
- Premierzy przechadzali się po molu w dawnym Zoppot leżącym przed wojną w Wolnym Mieście Gdańsku. Polak i Rosjanin rozmawiali po rosyjsku i angielsku. Ale i po niemiecku - w języku narodu, który wywołał tę wojnę. To wymowny symbol zwycięstwa Europy nad własną przeszłością - podsumowuje Kurski.
Lisicki: Żyć z tym to nie znaczy akceptować W nieco innym tonie wczorajszą wizytę Putina w Polsce
komentuje Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" . Według niego dobrym efektem tej wizyty jest wrażenie, że strona polska i rosyjska mogą ze sobą współpracować, a "wzajemne stosunki nie są nasycone wrogością".
- Jednak czy to wystarczy, by wizytę Putina uznać za udaną i potrzebną? - pyta Lisicki. Według niego nie jest przypadkiem, że kiedy Putin występował na wspólnej konferencji z Tuskiem niemal w tym samym czasie rosyjski wywiad zorganizował konferencję, na której dowodzono polskiej współpracy z Hitlerem. - Nie wyobrażam sobie, żeby Putin o tym nie wiedział i tego nie kontrolował - twierdzi. Dziennikarz "Rz" zastanawia się, czy w ten sposób "słowa rosyjskiego premiera nie zrobiły wrażenia bardziej łagodnych, niż naprawdę były".
Lisicki wątpi też, że między Polską a Rosją nastąpił postęp w sprawie rozumienia przeszłości. - Putin został więźniem rosyjskiej mentalności. (...) Okazywał się na przemian to spadkobiercą Związku Radzieckiego i jego potęgi, to kimś, kto wobec sowieckiego reżimu się dystansował - mówi. Przypomina, że kiedy rosyjski przywódca potępił pakt Ribbentrop-Mołotow to chwilę potem się od tego dystansował i przypominał układy, jakie państwa europejskie podpisywały z nazistami.
- Rosja jest taka jaka jest i nawet jeśli Putin mówi nieprawdę, trzeba z tym żyć. (...) Ale żyć nie znaczy akceptować. Nie znaczy godzić się na rosyjskie rozumienie wspólnego przebaczenia. (...) Lepiej oddzielić spór o historię od rozmów o interesach - podsumowuje Lisicki.
Godlewski: Ile tupetu ma Putin? Komentarze dzisiejszej prasy skupiają się przede wszystkim na słowach Władimira Putina. Zdecydowanie mniej uwagi poświęca się natomiast wystąpieniu kanclerz Angeli Merkel. Do wystąpienia szefowej niemieckiego rządu odnosi się jednak w swoim komentarzu Andrzej Godlewski z dziennika "Polska". Dziennikarz porównuje jej przemówienie z tym, jakie na Westerplatte wygłosił Władimir Putin. - Niemiecka kanclerz nie skorzystała z pokusy rewizji lub upiększania historii. Wprost mówiła o "napadzie Niemiec na Polskę". - Porównując wystąpienia szefa niemieckiego rządu i Władimira Putina bardzo trudno zrozumieć, na czym polegał gest dobrej woli ze strony rosyjskiego premiera - twierdzi.
Dziennikarz "Polski" zastanawia się też, że Putin będzie miał tyle tupetu, by na obchodach rocznicy upadku muru berlińskiego tłumaczyć Europie, że to Rosja przyczyniła się do budowy zjednoczonej Europy.
Reszka: Nadużywane słowo "prawda" - Od świtu do zmierzchu nadużywano wczoraj słowa "prawda". Ale
Lech Kaczyński, przy mocnym wsparciu Donalda Tuska i Władimira Putina powiedzieli, co rzeczywiście myślą o trudnej historii. Obie strony zaprezentowały swoją "prawdę". Były to "prawdy" rozbieżne, ale dobrze, że zostały wypowiedziane - pisze w "Dzienniku" Paweł Reszka.
- Nie chodziło o to, by kogokolwiek upokorzyć. Chodziło tylko o to, by powiedzieć prawdę, a także wysłuchać drugiej strony. Może dzięki temu między Polską a Rosją będzie odrobinę normalniej - podsumował Reszka.