- Władimir Putin zrobił krok naprzód. Po pierwsze, uznał, że wojna wybuchła w 1939 r., a nie w 1941. To dla Rosjan niespodzianka. Po drugie, otwarcie potępił układ Ribbentrop-Mołotow. To już dużo - podkreśla prof. Norman Davies. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" historyk zaznacza jednak, że Putin "tkwi umysłowo w ZSRR".
Fot. PETER ANDREWS REUTERS
Władimir Putin przemawiający na Westerplatte (1.09 g. 16)
- Pierwszą moją reakcją (na artykuł Putina zamieszczony w "GW" - przyp. red.) była radość, że Putin zrobił krok naprzód w stosunku do tego, co w Rosji było dotąd - milczenia albo agresji - mówi Davies. - Ważne jest, że premier Rosji wypowiada swoje zdanie w polskiej gazecie w łagodnym tonie. Moim zdaniem uruchomił pralkę, która będzie jeszcze wydawać wiele odgłosów, ale która wypierze rozmaite brudy. Skutek będzie pozytywny - dodaje.
- To, co mówi Putin do Polaków jest z jego punktu widzenia dość szczere. Otwiera to drogę do wymiany poglądów i interpretacji. To zdrowe - podkreśla historyk.
"Polacy patrzą tylko na swoje przeżycia"
Jego zdaniem, Polacy też powinni zmienić swoje podejście do historii II wojny. - Polacy są bardzo polonocentryczni. Patrzą tylko na swoje przeżycia, nie próbują zrozumieć wrażliwości innych. (...) Jeśli chcą umiędzynarodowić problem historycznej interpretacji paktu sowiecko-niemieckiego, który dla Polski był nieszczęściem, to powinni pamiętać, że dla innych też był nieszczęściem. Dlaczego Polacy nie mówią o strasznym losie ludów krajów bałtyckich? - pyta Davies. - Głos Polski byłby lepiej odbierany, gdyby oddawał poczucie solidarności z innymi krzywdzonymi narodami - dodaje.