- Ta Polska, która obejmuje w roku 2011 przewodnictwo w Unii, przypomina się ze swoją historyczną wizytówką - podkreślił prof. Bartoszewski. Jego zdaniem, organizowane przez Polskę obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej są niekwestionowanym sukcesem.
Były minister spraw zagranicznych podkreślił, że takie wydarzenia jak obchody na Westerplatte utrwalają datę 1 września jako cezurę - wydarzenie bez precedensu, które zapoczątkowało największy zbrojny konflikt w historii.
- Widzę wyraźny postęp. Jeszcze kilka lat temu przeciętny Francuz czy Anglik zapytany na ulicy, powiedziałby, że wojna się zaczęła 3 września. Rosjanin powiedziałby na ogół, że zaczęła się 22 czerwca (41 r. - dop. red.) Amerykanin, że w grudniu 41 r. - uważa gość
TOK FM. Skomplikowane losy narodów są zdaniem prof. Bartoszewskiego, bezpośrednią przyczyną niewiedzy młodzieży. - W tym wszystkim nie można się dziwić, że skołowani nastolatkowie już niczego nie wiedzą - podkreślił.
Jutrzejsze obchody pomogą wyjaśnić te nieporozumienia.
"USA? - Nie mam kompleksów" Pytany o nieobecność wysokich rangą przedstawicieli Stanów Zjednoczonych na Westerplatte, prof. Bartoszewski podkreślił, że jako "Polak, który nie ma kompleksów, jest usatysfakcjonowany". Profesor podkreślił, że Amerykanie trochę inaczej patrzą na II wojnę światową.
- Pamiętam, że przy całym zaangażowaniu Polaków, ich sympatii dla USA, jednak Pearl Harbor nie odgrywa roli dorocznego grudniowego wstrząsu - powiedział. - Dla Amerykanów to jest jedna z kluczowych spraw i pojęć. Nie wrzesień 39 r. - dodał.
Niemcy - szczera rozmowa o przeszłości Profesor uważa, że w jutrzejszych obchodach niebagatelne znaczenie odgrywa mówienie prawdy o przeszłości narodów. Na Westerplatte odbędzie się święto "pojednania".
- Jako 18 letni chłopak znalazłem się w Auschwitz, czyli miałbym podstawy do szczególnych uprzedzeń wobec Niemców - mówił profesor. Jednak od takiej postawy uchroniły go m.in. niemieckie media, które "przez kolejne rządy niemieckie, od dziesiątków lat jednoznaczne potępiały działania, które doprowadziły do nieszczęścia obywateli polskich".
Rosja - nadzieja na pojednanie Bartoszewski ciepło wyraził się o działaniach rosyjskiej dyplomacji. Podkreślił, że obecny rząd Rosji nie ponosi żadnej odpowiedzialności za wydarzenia z 39 r. - Pan
Putin nie jest dla nas przedłużeniem Józefa Stalina. Nie chciałbym dopuścić do sytuacji, w której powstanie psychologiczne skojarzenie u części Polaków, że to jest jakieś przedłużenie - powiedział.
Istotne jest abyśmy pamiętali o tym, że Rosja jest w pełni suwerennym i samorządnym państwem. Dlatego też należy traktować kłamliwe publikacje dotyczące roli Polski w II wojnie św. rosyjskich mediów z dystansem. - Jeżeli nawet sądzimy, że pewne media są w taki czy inny sposób inspirowane przez jakieś czynniki rządowe, to my nie możemy wnikać w struktury państwa i mediów demokratycznego kraju, które te formy działania przyjęło - stwierdził.