Wciąż koczują u Tuska. "Atmosfera jest dobra"

mar, IAR
30.08.2009 , aktualizacja: 30.08.2009 10:43
A A A Drukuj
Stoczniowcy z "Solidarności" spędzili drugą noc pod domem Donalda Tuska w Sopocie. W dziesięciu namiotach jest kilkudziesięciu działaczy związku ze Stoczni Gdańsk.
Pod koniec sierpnia kilkudziesięciu stoczniowców ze Stoczni Gdańsk rozbiło miasteczko namiotowe przed domem Tuska
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Pod koniec sierpnia kilkudziesięciu stoczniowców ze Stoczni Gdańsk rozbiło miasteczko namiotowe przed domem Tuska
Zajęli teren między drzewami w pobliżu trawnika i placu zabaw, a także przy ogrodzeniu jednej z kamienic. Wiceszef stoczniowej "Solidarności" Karol Guzikiewicz powiedział, że atmosfera jest dobra. Protestujący dyskutują z mieszkańcami okolicznych bloków o tym, co ich boli, a także o sytuacji politycznej w Polsce.

Stoczniowcy zdają sobie sprawę, że spełnienie ich głównego postulatu - spotkania z premierem - jest nierealne, gdyż Donalda Tuska nie będzie w ten weekend w domu.

Karol Guzikiewicz ma jednak nadzieję, że końcu dojdzie do merytorycznej rozmowy stoczniowców i szefa rządu. Związkowiec przypomniał, że już kilka miesięcy temu premier zapowiedział spotkanie z "Solidarnością". Zdaniem Guzikiewicza, Tusk nie rozwiązuje problemów kraju.

Przeniosą się pod KPRM?

Guzikiewicz zdaje sobie sprawę z tego, że forma protestu - pikieta przed prywatnym domem premiera - jest krytykowana nawet przez opozycję. Dowodzi to jednak, jego zdaniem, niezależności związkowców. Guzikiewicz zapowiedział, że namioty będą zwinięte w ciągu godziny, jeśli zostanie ustalony termin merytorycznej rozmowy z premierem. Protest ma się zakończyć - zgodnie z zezwoleniem prezydenta miasta - dziś o 19.00. Stoczniowcy nie wykluczają jednak przeniesienia namiotowego miasteczka przed Kancelarię Premiera w Warszawie.

Stoczniowcy z Gdańska zorganizowali protest, bo obawiają się zwolnień. W najbliższych dniach ma być wiadomo, co dalej ze stoczniami w Gdyni i Szczecinie. Do dziś katarski inwestor ma zdecydować, czy je kupić. Jeśli się na to nie zdecyduje, nasz rząd będzie musiał prosić Komisję Europejską o zgodę na kolejny przetarg.

Podziel się