- O ile wiem, wywiad, jakiego udzielił pan Dębski, był znacznie dłuższy, a rosyjska
telewizja potraktowała jego wypowiedzi instrumentalnie - wyjaśnia "Rzeczpospolitej" rzecznik polskiego MSZ Piotr Paszkowski. - Cały film budzi olbrzymie zastrzeżenia polskiej dyplomacji. Nie sądzę jednak, że powinno się wyciągać konsekwencje wobec kogoś, kogo rosyjscy dziennikarze potraktowali w ten sposób - dodaje.
Sławomir Dębski jest z wykształcenia historykiem, zajmował się m.in. stosunkami sowiecko-niemieckimi w latach 1939-41. Wywiadu udzielił Rosjanom w lutym.
- Właściwie każdą moją wypowiedź wyrwano z kontekstu, a wszystkie sformułowania mówiące o tym, jaka była prawda historyczna, skontrowano wypowiedziami Rosjan - mówi szef PISM. Dębski dodaje, że autor filmu popełnił manipulację, emitując jego wypowiedź nagraną już po zakończeniu wywiadu. Chodzi o słowa: "Historię można wykorzystywać po to, żeby budować pokój między narodami, i można wykorzystywać w innych celach".
ZOBACZ FILM>>> Autorzy filmu użyli ich jako klamry spinającej film. Dzięki temu wywołano wrażenie, jakoby Dębski przyznawał, że Polska manipuluje prawdą historyczną. - Kontekst był inny. Ja przestrzegałem autora przed manipulowaniem historią - podkreśla polski urzędnik.
Przeczytaj więcej o filmie ''Sekrety tajnych protokołów''>>>