Romuald Szeremietiew w radiu TOK FM opowiedział o swojej sprawie. Wypowiedział się też nt. konfliktu między Bogdanem Klichem i Waldemarem Skrzypczakiem.
W 2001 roku Romuald Szeremietiew - ówczesny wiceminister obrony narodowej - został oskarżony przez "Rzeczpospolitą" o korupcję. Przez to stracił stanowisko i wytoczono mu proces. W tym roku został oczyszczony ze wszystkich zarzutów.
Szeremietiew podejrzewa, że komuś nie podobał się sposób, w jaki kupował sprzęt wojskowy. Był wtedy odpowiedzialny za przetargi dla wojska. Chodziło głównie o zakup samolotu wielozadaniowego i transportu kołowego.
- Była kwestia transportera kołowego. Ja jestem zwolennikiem żeby przy tego typu, dużych zakupach kupować licencję, a nie prawo do montażu. Przykładem jest haubica krab. Kupiliśmy licencję i wyprodukowaliśmy prototyp, korzystając całkowicie z polskich technologii - mówi w Poranku Radia TOK FM.
Podejrzewa, że za całą aferą stały polskie służby specjalne. - To była prowokacja. Jeśli nie, to bym siedział - mówi
Powiedział również, że ma pretensję do swojego ówczesnego zwierzchnika, ministra obrony narodowej Bronisława Komorowskiego, że kazał służbom specjalnym, które go inwigilowały. - Należało mnie zdymisjonować i wyjaśnić sprawę - twierdzi. Ma też żal, że uwierzył on oskarżeniom gazety, a nie jemu. - Trochę się dziwie Bronkowi. Byliśmy kolegami, znaliśmy się dobrze. Zaskoczył mnie trochę niesympatycznie - mówi.
Szeremietiew wypowiedział się również nt. konfliktu między Bogdanem Klichem i Waldemarem Skrzypczakiem. Uważa, że każdy z nich trochę racji.