Tatry: Tłok na szlakach, kolejki po chleb

20.08.2009 10:27
Tłum turystów wchodzi na szczyt Giewontu

Tłum turystów wchodzi na szczyt Giewontu (fot. Marek Podmokły)

Turyści spychający się ze szlaków, kolejki po chleb i do restauracji. W tym roku polskie Tatry przeżywają prawdziwe oblężenie. Codziennie na spacer po górskich szlakach wyrusza aż 33 tys. ludzi - szacują pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Takiej masy ludzi pod Tatrami jeszcze nie było - przyznają zgodnie górale. W sierpniu tego roku w okolicach Zakopanego jest więcej osób niż w trakcie tradycyjnie zatłoczonego sylwestra. Szacuje się, że w polskich górach w ostatni weekend wypoczywało prawie pół miliona osób.

Taka masę turystów widać szczególnie na szlakach turystycznych. Pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego oszacowali, że codziennie wychodzi w góry prawie 33 tys. turystów - dodaje "Polska". Dla porównania w 2004 r., kiedy ostatnio liczono turystów rekordem było wejście 27 tys. osób.

Na szlakach na Giewont i Rysy tworzą się kolejki chętnych do wejścia na szczyt. W Kuźnicach na wyjazd kolejką na Kasprowy Wierch trzeba odczekać nawet cztery godziny - mówi Mirosława Kwiatkowska z TPN.

Tłok i awantury

Szlaki przypominają wręcz zatłoczone promenady w kurortach. Zwiedzanie kopuły na Giewoncie odbywa się taśmowo. Po wejściu na szczyt turyści mają tylko kilka sekund by popatrzeć na stojący tam krzyż.

Ludzie przepychają się, często dochodzi do awantur a nawet tragedii. Na Giewoncie przepychający się przez kolejkę turyści zrzucili na stojących na dole ludzi kamienie. Jedna osoba złamała nogę. Znajomi poszkodowanego wezwali na miejsce wypadku ratowników TOPR i o całym zdarzeniu poinformowali straż parku oraz policję.

Prawdziwy horror panuje w samym centrum Zakopanego. Turyści ogołacają sklepy z towaru. Na stolik w restauracji trzeba czekać godzinę. - Kupienie chleba graniczy z cudem - mówi "Polsce" turystka z Koszalina. Po zakupy do sklepu spożywczego trzeba wybrać się wcześnie rano. Po południu sklepowe półki świecą pustkami.

Zadepczą Tatry? " Jesteśmy u kresu wytrzymałości"

- Jesteśmy u kresu wytrzymałości - mówi dziennikowi "Polska" Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego. - Gdyby zjechało jeszcze więcej turystów doszłoby do jakieś tragedii. Karetki nie mają jak dojechać do chorych, a do sklepu nie docierają samochody z zaopatrzeniem - tłumaczy.

Tą zawrotną popularnością polskich Tatr zaniepokojeni są pracownicy parku narodowego. Alarmują, że ogromna masa gości może zdewastować unikalną, górską przyrodę.

Zobacz także
  • Niedźwiedzica Siwa z małymi wystraszyła turystów Niedźwiedzica z małymi przestraszyła turystów
  • Tatry, widok na Kościelec Wypadek w Tatrach: zatrzymał się metr od krawędzi
Skomentuj:
Tatry: Tłok na szlakach, kolejki po chleb
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje