Tatry: Tłok na szlakach, kolejki po chleb

awe, Marek Podmokły, Zakopane
20.08.2009 , aktualizacja: 21.08.2009 11:05
A A A Drukuj
Tłum turystów wchodzi na szczyt Giewontu fot. Marek Podmokły Tłum turystów wchodzi na szczyt Giewontu
Turyści spychający się ze szlaków, kolejki po chleb i do restauracji. W tym roku polskie Tatry przeżywają prawdziwe oblężenie. Codziennie na spacer po górskich szlakach wyrusza aż 33 tys. ludzi - szacują pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Na szlaku prowadzącym na Giewont Doszło do wypadku
fot. Marek Podmokły
Na szlaku prowadzącym na Giewont Doszło do wypadku
Akcja ratunkowa
fot. Marek Podmokły
Akcja ratunkowa
Spadający kamień ranił turystę. Mężczyzna złamał nogę
fot. Marek Podmokły
Spadający kamień ranił turystę. Mężczyzna złamał nogę
Rannym zajęli się ratownicy TOPR
fot. Marek Podmokły
Rannym zajęli się ratownicy TOPR
Takiej masy ludzi pod Tatrami jeszcze nie było - przyznają zgodnie górale. W sierpniu tego roku w okolicach Zakopanego jest więcej osób niż w trakcie tradycyjnie zatłoczonego sylwestra. Szacuje się, że w polskich górach w ostatni weekend wypoczywało prawie pół miliona osób.

Taka masę turystów widać szczególnie na szlakach turystycznych. Pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego oszacowali, że codziennie wychodzi w góry prawie 33 tys. turystów - dodaje "Polska". Dla porównania w 2004 r., kiedy ostatnio liczono turystów rekordem było wejście 27 tys. osób.

Na szlakach na Giewont i Rysy tworzą się kolejki chętnych do wejścia na szczyt. W Kuźnicach na wyjazd kolejką na Kasprowy Wierch trzeba odczekać nawet cztery godziny - mówi Mirosława Kwiatkowska z TPN.

Tłok i awantury

Szlaki przypominają wręcz zatłoczone promenady w kurortach. Zwiedzanie kopuły na Giewoncie odbywa się taśmowo. Po wejściu na szczyt turyści mają tylko kilka sekund by popatrzeć na stojący tam krzyż.

Ludzie przepychają się, często dochodzi do awantur a nawet tragedii. Na Giewoncie przepychający się przez kolejkę turyści zrzucili na stojących na dole ludzi kamienie. Jedna osoba złamała nogę. Znajomi poszkodowanego wezwali na miejsce wypadku ratowników TOPR i o całym zdarzeniu poinformowali straż parku oraz policję.

Prawdziwy horror panuje w samym centrum Zakopanego. Turyści ogołacają sklepy z towaru. Na stolik w restauracji trzeba czekać godzinę. - Kupienie chleba graniczy z cudem - mówi "Polsce" turystka z Koszalina. Po zakupy do sklepu spożywczego trzeba wybrać się wcześnie rano. Po południu sklepowe półki świecą pustkami.

Zadepczą Tatry? " Jesteśmy u kresu wytrzymałości"

- Jesteśmy u kresu wytrzymałości - mówi dziennikowi "Polska" Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego. - Gdyby zjechało jeszcze więcej turystów doszłoby do jakieś tragedii. Karetki nie mają jak dojechać do chorych, a do sklepu nie docierają samochody z zaopatrzeniem - tłumaczy.

Tą zawrotną popularnością polskich Tatr zaniepokojeni są pracownicy parku narodowego. Alarmują, że ogromna masa gości może zdewastować unikalną, górską przyrodę.

Podziel się