Elektroniczna bransoletka noszona na nodze przez skazanego i kontrolująca każdy jego ruch ma rozwiązać problem przeludnionych więzień. System rusza już pierwszego września. Według szacunków Ministerstwa Sprawiedliwości, w ciągu najbliższych dwóch lat z tego rozwiązania może skorzystać 7500 więźniów.
Zanim jednak projekt zacznie działać Juliusz Ćwieluch zgodził się przetestować go na sobie.
- Sam tego chciałem, więc teraz muszę cierpieć. Ja tylko tydzień, a niektórzy skazani nawet pół roku - mówi Ćwieluch. System dozoru elektronicznego w większości przypadków ma ograniczać wolność skazanych w określonych porach dnia. - W klasycznym wymiarze sąd będzie nakładać obowiązek przebywania w swoim miejscu zamieszkania w konkretnych godzinach. To wszystko będzie dokładnie rejestrowane przez urządzenie - mówi Paweł Nasiłowski, Dyrektor Generalny Służby Więziennej.
Bransoleta Ćwielucha została zaprogramowana tak, że od godziny 19 do 7 rano nie będzie mógł on opuścić swojego mieszkania. Jeżeli jednak zdecydowałby się złamać zasady i wyjść z domu po 19, to wciągu kilku minut służby monitorujące zadzwonią do niego i w przypadku nieodebrania telefonu przez skazanego zostanie wysłany patrol.
Jak mówi sam zainteresowany, świadomość tego, że będzie kontrolowany zaczyna działać na jego psychikę. - Tak jest ta kara zaplanowana. Ona się odbywa w dużym stopniu w głowie skazanego - mówi Ćwieluch. Dziennikarz oprócz tych negatywnych aspektów dostrzega też plusy poddania się eksperymentowi. - Od 19 będę siedział w domu, co cieszy moją rodzinę i jest też wymówką dla pracodawcy, żebym mógł wychodzić wcześniej z pracy - uśmiecha się.
Codzienne zmagania dziennikarza z elektroniczną bransoletą można obserwować na blogu pod adresem: dozorowany.blog.polityka.pl
Serwis policyjni.pl poleca: Dla zabawy podpalili bezdomnego