W 1995 r. Sąd Rejonowy w Szamotułach zdecydował o przekazaniu czwórki starszych dzieci Wioletty W. rodzinie zastępczej. Powodem decyzji była choroba kobiety: w latach 1994-95, po śmierci ówczesnego partnera, Wioletta W. przebywała w szpitalu i nie była w stanie opiekować się dziećmi.
- Cała czwórka trafiła pod opiekę rodziny, która mieszkała w tej samej miejscowości. Gdy ich ojciec zmarł, sąd pozbawił matkę władzy rodzicielskiej. Członkowie rodziny, u której przebywały dzieci, zostali nowymi opiekunami prawnymi - mówi Andrzej Adamczuk, wiceprezes Sądu Okręgowego w Poznaniu. - Nie wiadomo, czy matka przejawiała zainteresowanie losem swoich dzieci zabranych jej w połowie lat 90. Z wywiadu, który sporządzili kuratorzy po rozmowie z obecnym partnerem kobiety wynika, że to te dzieci nie chciały z nią kontaktu utrzymywać.
Troje z tych dzieci to osoby już pełnoletnie, czwarte ma 16 lat.
Nie chciała powiedzieć kuratorowi, czy jeżdzi na terapię
Sędzia Adamczuk podkreślił, że te informacje mogą mieć wpływ na decyzję sądu w sprawie przyszłości Róży - nowo narodzonej córki odebranej kobiecie w lipcu. Na pytanie, dlaczego sąd właśnie teraz, po awanturze w mediach - zajął się analizowaniem akt sprzed 15 lat wiceprezes Adamczuk stwierdził: - Z tych akt wynika jakie ograniczenia pojawiały się w przypadku tej pani. I jest to wiedza, z której może wynikać, jak te sprawy rozpoznane przez lekarzy specjalistów w 1994 i 95 roku, towarzyszą jej do dzisiaj. I czy powodują, że jest ona dalej ograniczona w możliwości sprawowania opieki nad swoimi dziećmi.
Obecnie Wioletta W. sprawuje opiekę nad trojgiem dzieci wraz ze swoim partnerem, a ich ojcem. Czwarte, urodzona w lipcu Róża, zostało jej odebrane decyzją sądu jeszcze w szpitalu.
Trójką dzieci Wioletty W. sąd interesował się już wcześniej. - W 2004 roku, sąd w Szamotułach postanowił umieścić dzieci w placówce opiekuńczej ze względu na bardzo złe warunki mieszkaniowe i bytowe. W momencie gdy doszło do odbioru dzieci od rodziny, zachowanie ich ojca było na tyle drastyczne, że sąd odstąpił od tej decyzji i postanowił dać szansę rodzinie. Orzekł nadzór kuratora sądowego- mówi zajmująca się rodziną kurator Iwona Januszak.
Z kolei w 2006 r. sąd dodatkowo nakazał Wioletcie W. podjęcie i kontynuowanie leczenia. - Zobowiązał ją do podjęcia terapii w związku z obecnymi dziećmi wnosząc, że nieporadność w wykonywaniu obowiązków rodzicielskich może wynikać ze schorzeń, które miały miejsce kilka lat wcześniej. Z akt wynika, że takie leczenie podjęła, ale nie chciała współpracować z kuratorem w zakresie ujawnienia czy terapię kontynuuje w zalecony przez sąd sposób - mówi sędzia Andrzej Adamczuk.
Odebrano dziewczynkę z powodu złych warunków
Los małej Róży na razie jest nierozstrzygnięty. 21 sierpnia Sąd Okręgowy w Poznaniu zbada, czy decyzja o odebraniu matce córki była zasadna. Kurator z Szamotuł w rodzinie, którą założyła Wioletta W., zaobserwowała "niewydolność wychowawczo-opiekuńczą matki". Zdaniem kurator, nie daje ona gwarancji prawidłowego spełniania funkcji rodzica w przypadku opieki nad noworodkiem. Ponadto - jak ocenia kurator - dzieci wychowywane są w złych warunkach mieszkaniowych. W rodzinie jest już trójka dzieci w wieku 7, 9 i 11 lat. Matka ma 42 lata, a ojciec 63.
- To była decyzja niezrozumiała, bulwersująca i krzywdząca. Otrzymałam dotyczące tej rodziny opinie od sołtysa, opieki społecznej, proboszcza i szkoły, do której uczęszcza rodzeństwo Róży. Wszystkie są pozytywne - mówi mecenas Małgorzata Heller-Kaczmarska, pełnomocnik rodziny, która złożyła zażalenie od decyzji sądu.