- Jeśli przeanalizujemy jak są formowane afgańskie
policja i wojsko, to ja z góry zakładam że część żołnierzy i policjantów pracuje na dwóch etatach - także dla talibów. Nie mówiąc już o normalnych agentach, których tam bardzo łatwo jest zainstalować w jednostkach - wyjaśnił gen. Koziej.
Dlatego polsko-afgańskie akcje są szczególnie ryzykowne. - Trzeba być szczególnie wrażliwym, ubezpieczać się, trzeba mieć odpowiednio przygotowane wsparcie kiedy idzie się na wspólną operacje z Afgańczykami. Bo z góry należy zakładać, że ta operacja jest w jakimś stopniu ujawniona - dodał były wiceminister obrony narodowej.
"Najgorszym wariantem byłoby, gdyby okazało się że koledzy go zostawili" - Jest wiele możliwych wariantów przebiegu zdarzenia, komisja specjalna na pewno to zbada - odpowiedział gość Radia
TOK FM pytany o to jak mogło dojść do tego, że polski oficer został na miejscu akcji. - Można sobie wyobrazić że próbował się ukryć i spadł w przepaść i tam zmarł. Nie można wykluczyć że
talibowie pojmali rannego Polaka i kiedy zmarł porzucili ciało. Najgorszym wariantem byłoby, gdyby okazało się że koledzy go zostawili - dodał gen. Stanisław Koziej.
Informując o śmierci polskiego oficera rzecznik Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych ppłk Dariusz Kacperczyk mówił, że kpt. Daniel Ambroziński poniósł śmierć "w wyniku ran postrzałowych, odniesionych podczas wymiany ognia".