90-letni Niemiec skazany za masakrę we Włoszech

Monika Margraf, AFP, AP
11.08.2009 , aktualizacja: 11.08.2009 13:34
A A A Drukuj
Josef Scheungraber. W 1944, w odwecie za zabicie przez partyzantów dwóch niemieckich żołnierzy, wydał rozkaz rozstrzelania 14 Włochów Fot. MICHAELA REHLE REUTERS Josef Scheungraber. W 1944, w odwecie za zabicie przez partyzantów dwóch niemieckich żołnierzy, wydał rozkaz rozstrzelania 14 Włochów
Sąd w Monachium skazał na dożywocie Josefa Scheungrabera, byłego żołnierza Wehrmachtu uznanego winnym ws. masakry w toskańskiej wiosce w 1944. To jeden z ostatnich procesów niemieckiego zbrodniarza wojennego.
Josef Scheungraber (pierwszy z prawej) podczas ogłoszenia wyroku
Fot. MICHAELA REHLE REUTERS
Josef Scheungraber (pierwszy z prawej) podczas ogłoszenia wyroku
Demonstranci przed sądem w Monachium. Na planszach nazwiska ofiar
Fot. MICHAELA REHLE REUTERS
Demonstranci przed sądem w Monachium. Na planszach nazwiska ofiar
Przed sądem: demonstranci domagający się skazania Scheungrabera
Fot. MICHAELA REHLE REUTERS
Przed sądem: demonstranci domagający się skazania Scheungrabera
"Ostatni taki sąd" - czytaj reportaż o Scheungraberze

W czerwcu 1944 roku, w odwecie za zabicie przez partyzantów dwóch niemieckich żołnierzy, porucznik Scheungraber wydał rozkaz rozstrzelania 14 cywilów we wsi Falzano di Cortona, niedaleko toskańskiego miasta Arezzo. Niemcy zastrzelili wtedy na ulicy 74-latkę i innych cywilów, wysadzili też zabudowania gospodarskie, w których zamknęli 11 osób.

Eksplozję przeżył tylko 15-latek, który nie dożył procesu w Monachium, ale zeznawał w tej sprawie już we Włoszech. Niemiecki sąd opierał się na jego wcześniejszych relacjach. Scheugraber dowodził oddziałem, który dokonał zbrodni. Miał wtedy 25 lat.

Po wojnie nikt go nie niepokoił

Podczas procesu zeznał, że oddał 11 Włochów w ręce żołnierzy i... "nie słyszał, co się później z nimi działo".

Na ogłoszeniu wyroku pojawił się ubrany tradycyjnie po bawarsku, był w dobrej formie. Dowódca oddziału jest winny dziesięciu morderstw oraz czterech prób morderstwa - powiedział sędzia Manfred Goetzl ogłaszając wyrok.

To jeden z ostatnich procesów ws. żołnierza Werhmachtu oskarżonego o zbrodnię wojenną. Pokolenie zbrodniarzy, którym udało się uniknąć odpowiedzialności, wymiera - sam Scheungraber ma 90 lat i w mediach pojawiały się głosy, że może nie dożyć wyroku.

Po wojnie żył spokojnie w Bawarii, prowadził sklep, był nawet radnym, a jego środowisko broniło go przed oskarżeniami. Brał udział w marszach upamiętniających niemieckich żołnierzy, którzy zginęli w okupowanych krajach.

Podczas procesu bronili go trzej adwokaci (Christian Stuenkl, Rainer Thesen i Klaus Goebel), którzy słyną z zajmowania się sprawami nazistów, neonazistów, kłamców oświęcimskich, a jednego z nich - jak podała "Gazeta Wyborcza" - opłaca Cicha Pomoc.

Takie zbrodnie w ok. 250 włoskich miejscowościach

Sprawa jest ciekawa również dlatego, że dotyczy bardzo aktualnego w mediach tematu. Włosi ostatnio intensywnie badają niemieckie zbrodnie wojenne na swoich obywatelach. Masakra w Falzano to wierzchołek góry lodowej: podobne zbrodnie Niemcy popełnili - według historyków - w ok. 250 innych włoskich miejscowościach.

Pod koniec zeszłego roku Sąd Najwyższy Włoch wydał precedensowy wyrok: orzekł, że Niemcy muszą zapłacić odszkodowanie rodzinom dziewięciu cywilów, zamordowanych przez hitlerowców w Toskanii.

Niemiecki rząd zareagował ostro: chce pozwać Włochy przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, by uchronić się przed kolejnymi roszczeniami. "W Hadze rząd federalny chce wykorzystać argument, że 'suwerenne działania' państw, także poprzez ich armię, są chronione tzw. immunitetem państwowym" - pisał w listopadzie "Spiegel".

Podziel się