- Kobieta usłyszała dwa zarzuty karne - powiedział Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej. Odpowie przed sądem za naruszenie nietykalności policjanta, którego uderzyła w twarz oraz znieważenie policjanta, poprzez użycie wobec niego obraźliwych określeń. Grozi za to do trzech lat więzienia. O sprawie pisze "Życie Warszawy".
Przepychanka z długopisem w dłoni Anna C.-K. 6 lipca w sądzie dla Warszawy-Wola zaatakowała policjanta - tak uważają śledczy. W sądzie miała się ona stawić jako świadek. Aktorka odmówiła kontroli przed bramką bezpieczeństwa pracownikowi ochrony sądu. Na miejsce został wezwany funkcjonariusz policji sądowej. Mundurowy chciał przebadać ją alkotestem, bo wyczuł woń alkoholu.
- Była wulgarna i agresywna wobec funkcjonariuszy - relacjonował Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji. Kobieta miała wyzywać policjanta.
Doszło do przepychanki. Kobieta uderzyła policjanta, zadrapała go długopisem. Aktorka została zatrzymana, zbadano jej trzeźwość. W wydychanym powietrzu miała 1,5 promila.
Anna C.-K.: Jestem ofiarą - Ja w całej tej historii... nie jestem przestępcą, jestem ofiarą. To wszystko, co mam do powiedzenia. Do reszty mogę się odnieść, jeżeli dostanę oficjalne stanowisko prokuratury - powiedziała w rozmowie z radiem
TOK FM Anna C.-K.
W dzień po incydencie kobieta powiedziała w
TVN24, że "nie zgadza się z tym, co widziała na alkomacie". W wywiadzie dla Wirtualnej Polski stwierdziła, że dzień wcześniej wypiła piwo do obiadu.
Anna C.-K. nie przyznała się do zarzucanych jej czynów. W trakcie przesłuchania złożyła - jak informuje prokuratura - obszerne wyjaśnienia. - Czułam się zaszczuta - mówiła Anna C.-K. przesłuchującym
policjantom.