Zastąpić orła w państwowym godle "federalnym zającem" i ponownie podzielić Niemcy, to tylko niektóre z haseł wyborczych kandydatów do jesiennych wyborów w Niemczech. I chociaż kandydaci są fikcyjnych, to już cieszą się sympatią wyborców, bo do niemieckiej kampanii wnoszą humor, którego jej brakuje.
Fot. Herbert Knosowski AP
Do kin w Niemczech wchodzą dwa filmy promujące fikcyjnych kandydatów w kampanii wyborczej do Bundestagu
Do kin w Niemczech trafiają właśnie dwa filmy promujące nietypowych kandydatów. Od czwartku można oglądać sfilmowaną historię ugrupowania o niezbyt fantazyjnej nazwie "Partia". Założone przed pięciu laty przez szefa satyrycznego magazynu "Titanic" Martina Sonneborna opowiada się za ponownym podziałem Niemiec. Podczas jednego z happeningów sympatycy ugrupowania zbudowali pięć metrów nowego muru berlińskiego.
"Partia" próbowała nawet zarejestrować się do wrześniowych wyborów, ale Federalna Komisja Wyborcza odmówiła ze względu na brak poważnego programu.
Jeszcze większe zainteresowanie mediów towarzyszy filmowi, którego bohaterem jest Horst Schlämmer. Film "Kandyduję!" opowiada historię jego błyskotliwej kampanii, dzięki której staje się najgroźniejszym rywalem Angeli Merkel.
Schlämmer - postać wykreowana przez jednego z najpopularniejszych niemieckich satyryków Hape Kerkelinga - obiecuje przeniesienie stolicy z Berlina do niewielkiego Grevebroich i zastąpienie orła w państwowym godle "federalnym zającem". Wyborców zdobywa chwytliwym hasłem "Yes, weekend" i uniwersalnym programem.
- Moja partia jest konserwatywna, liberalna, lewicowa i ekologiczna jednocześnie - twierdzi bohater, którego kampanię będzie można śledzić w kinach od najbliższego czwartku.