Stenogramy podsłuchów znikają ze strony "Dziennika". Proces Kaczmarkowie kontra Axel Springer

ga, tan, PAP, Gazeta.pl
05.08.2009 , aktualizacja: 05.08.2009 19:24
A A A Drukuj
Ruszył proces, jaki małżeństwo Kaczmarków wytoczyło wydawnictwu Axel Springer za opublikowanie stenogramów ich podsłuchanych rozmów. Prawnik "Dziennika" domagał się odrzucenia części pozwu, bo "nie znalazł" na stronie internetowej takiej publikacji. Z portalu Dziennik.pl zniknął artykuł o podsłuchach. Jednak kopię strony bez problemu znaleźliśmy w internecie.
Kopia artykułu, którą znaleźliśmy w wyszukiwarce google
Kopia artykułu, którą znaleźliśmy w wyszukiwarce google
Kopia artykułu, którą znaleźliśmy w wyszukiwarce google
Kopia artykułu, którą znaleźliśmy w wyszukiwarce google
Kopia artykułu, którą znaleźliśmy w wyszukiwarce google
Kopia artykułu, którą znaleźliśmy w wyszukiwarce google
Link
Link "Przeczytaj stenogramy rozmów..." prowadzi obecnie do głównej strony
W dniu zeznań przed komisją śledczą żony Janusza Kaczmarka, "Dziennik" opublikował stenogramy jej rozmów podsłuchanych przez ABW. W artykule "Żona do Kaczmarka: Przestań kłamać!" Dziennik.pl opublikował skany dokumentów. - Wyłania się z nich obraz kobiety zdecydowanej, która w ostrych słowach poucza męża jak ma się bronić przed atakami prokuratury i Zbigniewa Ziobro - pisał o dokumentach "Dziennik".

Za publikację Kaczmarkowie domagają się przeprosin w mediach i 200 tysięcy złotych.

Prawnik "Dziennika": To proces istotny z punktu widzenia granic wolności słowa

Pozwane wydawnictwo Axel Springer Polska wnosi o oddalenie powództwa. Mecenas Artur Wdowczyk przekonywał przed sądem, że opublikowane rozmowy nie miały charakteru prywatnego, bo "dotyczyły strategii postępowania wobec działań organów państwa". Sam proces uznał on za istotny z punktu widzenia granic wolności słowa i prawa do prywatności osób publicznych. Jego zdaniem, Kaczmarkowie nie mogą się domagać ochrony prawnej za ujawnienie tych rozmów.

Prawnik "Dziennika": Nie znalazłem takiej publikacji. Nie ma dowodu

Następnie mecenas Wdowczyk zażądał oddalenia już obecnie powództwa Kaczmarków w części dotyczącej opublikowania stenogramów na portalu dziennik.pl, bo - jak oświadczył - nie znalazł tam takiej publikacji. Mając w ręku wydruk z internetu stwierdził, że "żadnym problemem jest wykonanie takiego wydruku i 'wlanie' dowolnej treści w format dowolnej strony internetowej". Oświadczył, że wydruk przedłożony przez Kaczmarków nie jest poświadczony notarialnie i dlatego nie spełnia wymogów formalnych.

- Wniosłem o wydanie wyroku częściowego. Reprezentant Kaczmarka nie udowodnił w wiarygodny sposób istnienia takiej publikacji na portalu dziennik.pl - powiedział nam prawnik. Wdowczyk przypomniał w tym miejscu artykuł 6 kodeksu cywilnego, który brzmi: "Ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne".

Tekst zniknął ze stron "Dziennika"?

Rzeczywiście, w archiwum portalu dziennik.pl nie ma już tekstu o stenogramach z podsłuchów. Linki, które prowadziły do niego z innych artykułów zostały, ale klikając w nie użytkownik zostaje przekierowany na główną stronę portalu "Dziennika". Jednak całość można łatwo znaleźć... w googlach. Wyszukiwarka internetowa zachowuje bowiem kopie zarejestrowanych przez siebie stron. Tam jest "zniknięty" artykuł i stenogramy. Próbowaliśmy zdobyć komentarz rzeczniczki wydawnictwa i naczelnego "Dziennika". Niestety nie byli osiągalni.

Tu jest kopia artykułu

"Janusz! Kontratakuj!"

W maju "Dziennik" napisał, że "dotarł do stenogramów" rozmów Kaczmarków. Opublikował je na portalu dziennik.pl zaraz po tym, jak przed sejmową komisją śledczą ds. nacisków zeznawała Honorata Kaczmarek. Według gazety, z zapisu rozmów, jakie latem 2007 r. podsłuchała ABW, ma wynikać, że "Honorata Kaczmarek udziela dokładnych instrukcji mężowi, jak ma się bronić przed zarzutami prokuratorów". Miała zakazać mu udzielania wywiadów i komentować, dlaczego został odwołany z funkcji ministra spraw wewnętrznych. "Janusz! Kontratakuj!" - miała powiedzieć mężowi, gdy ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wygłaszał zarzuty pod adresem Kaczmarka.

Adnotacja "ściśle tajne" przekreślona

Widniejąca na stenogramach adnotacja "ściśle tajne" jest przekreślona i opatrzona pieczęcią Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Wiadomo, że z niektórych stenogramów zdjęto klauzule na potrzeby głośnej konferencji prasowej z sierpnia 2007 r., gdy wiceprokurator generalny Jerzy Engelking przedstawiał powody zatrzymania Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Neztla - podejrzanych o utrudnianie wyjaśniania przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa i fałszywe zeznania.

"Kolejna próba dyskredytacji"

Po opublikowaniu stenogramów Kaczmarkowie napisali, że to "kolejna próba dyskredytacji, a nawet swoista groźba i nacisk przed kolejnymi zeznaniami przed Sejmową Komisją Śledczą". Dodali, że "brak jest jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, że treści opublikowanych rozmów telefonicznych są prawdziwe i nie stanowią kolejnej manipulacji i prowokacji skierowanej przeciwko nam".

Zarazem Kaczmarkowie podkreślili, że publikacja rozmów uzyskanych w drodze czynności operacyjnych, opatrzonych klauzulą "ściśle tajne" stanowi tajemnicę państwową i w każdym wypadku stanowi przestępstwo, z czego wydawca oraz autor materiału prasowego musieli zdawać sobie sprawę. Zwrócili uwagę, że przed publikacją nikt z "Dziennika" się z nimi nie kontaktował. Już wtedy zapowiedzieli wytoczenie procesu za bezprawne - ich zdaniem - upublicznienie treści ich prywatnych rozmów. Zażądali od Axel Springer Polska - wydawcy "Dziennika" - przeprosin w kilku gazetach i po sto tysięcy zł dla każdego z małżonków.

Podziel się