AHE z Łodzi się broni. Ogłoszeniem w prasie

dżek
05.08.2009 , aktualizacja: 05.08.2009 08:09
A A A Drukuj
Za bezpardonowy atak konkurencji rektor Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej uznał ostatnie publikacje prasowe na temat jego uczelni. Nie ustosunkowuje się do zarzutów i przyczyn kontroli Ministerstwa. Sugeruje jednak, że wysoki poziom AHE może "irytować konkurentów".
Łódzka siedziba AHE przy ul. Sterlinga
Fot. Radosław Jóźwiak / AG
Łódzka siedziba AHE przy ul. Sterlinga
Jesteśmy oburzeni, że w sposób bezpardonowy i bezzasadny kwestionuje się poziom kształcenia, zdobytą wiedzę i kształcenie ponad 70 tys. studentów i absolwentów Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi! - tak zaczyna się oświadczenie, które dziś znajduje się na trzeciej stronie dzisiejszego wydania "Dziennika".

W całostronnicowym ogłoszeniu rektor uczelni ustosunkowuje się do artykułów, które w ostatnich dniach pojawiły się w prasie. Nazywa je "atakami".

Dziennikarze "Gazety Wyborczej Łódź" w cyklu tekstów napisali, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wszczęło postępowanie "w sprawie cofnięcia pozwolenia na utworzenie akademii i nakaz jej likwidacji". Ministerstwo tłumaczyło, że "AHE prowadzi działalność dydaktyczną poza siedzibą uczelni, w miejscach, które nazwała punktami konsultacyjno-rekrutacyjnymi. Łamie w ten sposób prawo i wymogi odnoszące się zarówno do bazy dydaktycznej, jak i kadry". AHE zdaniem ministerstwa miało - również bezprawnie - otwierać ośrodki za granicą.

Prof. dr hab. Andrzej Nowakowski, rektor uczelni, pisze że "dzięki nowoczesnym technologiom i metodom kształcenia na odległość docierają z edukacją w najdalsze zakątki Polski". Cytują Mickiewczowskie strzechy.

Rektor pisze dalej, że wysoki poziom kształcenia studentów i to, że mają oni szerokie horyzonty może "irytować konkurentów" Nie pisze jednak, kto nim może być.

Uczelnia w płatnym ogłoszeniu pisze, że "czasami wpada na sztywne rafy przepisów prawa", ale "wprowadza plan działań, dzięki któremu sprosta obowiązującym wymogom". A następnie pracownikom i studentom naukowym przekazuje "słowa wsparcia i otuchy".

Nie ma ani słowa o tym, że kontrolę zleciło Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Podziel się