Jesteśmy oburzeni, że w sposób bezpardonowy i bezzasadny kwestionuje się poziom kształcenia, zdobytą wiedzę i kształcenie ponad 70 tys. studentów i absolwentów Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi! - tak zaczyna się oświadczenie, które dziś znajduje się na trzeciej stronie dzisiejszego wydania "Dziennika".
W całostronnicowym ogłoszeniu rektor uczelni ustosunkowuje się do artykułów, które w ostatnich dniach pojawiły się w prasie. Nazywa je "atakami".
Dziennikarze "Gazety Wyborczej Łódź" w cyklu tekstów napisali, że
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wszczęło postępowanie "w sprawie cofnięcia pozwolenia na utworzenie akademii i nakaz jej likwidacji". Ministerstwo tłumaczyło, że "AHE prowadzi działalność dydaktyczną poza siedzibą uczelni, w miejscach, które nazwała punktami konsultacyjno-rekrutacyjnymi. Łamie w ten sposób prawo i wymogi odnoszące się zarówno do bazy dydaktycznej, jak i kadry". AHE zdaniem ministerstwa miało - również bezprawnie - otwierać ośrodki za granicą.
Prof. dr hab. Andrzej Nowakowski, rektor uczelni, pisze że "dzięki nowoczesnym technologiom i metodom kształcenia na odległość docierają z edukacją w najdalsze zakątki Polski". Cytują Mickiewczowskie strzechy.
Rektor pisze dalej, że wysoki poziom kształcenia studentów i to, że mają oni szerokie horyzonty może "irytować konkurentów" Nie pisze jednak, kto nim może być.
Uczelnia w płatnym ogłoszeniu pisze, że "czasami wpada na sztywne rafy przepisów prawa", ale "wprowadza plan działań, dzięki któremu sprosta obowiązującym wymogom". A następnie pracownikom i studentom naukowym przekazuje "słowa wsparcia i otuchy".
Nie ma ani słowa o tym, że kontrolę zleciło Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.