Nie zapłacą 400 tys. kary? Szpital będzie się odwoływał

Gazeta.pl, jagor
03.08.2009 , aktualizacja: 03.08.2009 18:11
A A A Drukuj
Szpital Fot. Grażyna Jaworska / AG Szpital
Szpital Czerniakowski nie zgadza się z decyzją NFZ o 400 tys. zł kary i zapowiada odwołanie - dowiaduje się Gazeta.pl. Placówka jest jednym z trzech szpitali ukaranych przez Fundusz po prowokacji reportera TVN24. Dyrekcja szpitala zamierza też wystąpić do TVN24 o udostępnienie pełnego, niezmontowanego materiału filmowego
Badanie próbek na obecność wirusa A/H1N1
Fot. Hasan Jamali AP
Badanie próbek na obecność wirusa A/H1N1
- Dziś do naszego szpitala wpłynęło wezwanie do zapłaty 400 tysięcy złotych kary nałożonej przez mazowiecki NFZ po dziennikarskiej prowokacji - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Beata Mastalerz, rzecznik Szpitala Czerniakowskiego. - Musimy zapoznać się z uzasadnieniem dokumentu, ale na pewno złożymy odwołanie - zapowiada.

Zdaniem dyrekcji szpitala są pewne rozbieżności między tym, co jest w materiale dziennikarskim, a relacją personelu szpitala, dlatego też szpital rozważa wystąpienie do TVN24 o udostępnienie pełnego nagrania. Kobieta z rejestracji twierdzi, że poprosiła reportera skarżącego się na objawy świńskiej grypy, by zaczekał i poszła po lekarza. A gdy wróciła, reportera już nie było.

Przypomnijmy, Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył horrendalne kary (ponad 1 mln zł kary na szpital MSWiA, 500 tys. zł na Szpital im. Orłowskiego i 400 tys. na Szpital Czerniakowski) po tym, jak reporter TVN24 podając się za chorego turystę, który dopiero co wrócił z Hiszpanii, w żadnym z trzech szpitali nie otrzymał profesjonalnej pomocy. Usłyszał jedynie, że powinien się zgłosić do szpitala zakaźnego przy ul. Wolskiej.

Szpital MSWiA: Zachowaliśmy się bez zarzutu

Szpital MSWiA nie składa na razie odwołania, bo nie dostał jeszcze wezwania do zapłaty, ale dyrekcja placówki stoi na stanowisku, że szpital zachował się bez zarzutu. - Lekarz nie mógł w tym momencie zbadać dziennikarza, bo zajmował się innym przypadkiem. Ale szpital i tak zachował się bardzo profesjonalnie, bo pacjent dostał maseczkę [reporter dostał od personelu maseczkę zasłaniającą twarz - red.]. mówi Gazecie.pl Jarosław Buczek, rzecznik szpitala.

- Nie dostaliśmy jeszcze wezwania do zapłaty, wiec nie zdecydowaliśmy, co zrobimy. A o tym, że NFZ nałożył na nasz szpital ponad milionową karę dowiedzieliśmy się z mediów. - dodał.

Szpital Orłowskiego karze pracowników i ostrzega

Jan Czeczot, dyrektor jednego z trzech ukaranych (500 tys. zł) przez NFZ szpitali - Szpitala Klinicznego im. Witolda Orłowskiego - który podlega bezpośrednio ministerstwu zdrowia zareagował natychmiast. Już dał nagany za zlekceważenie potencjalnego pacjenta: zastępcy dyrektora ds. lecznictwa, kierowniczce przychodni, rejestratorce oraz lekarce, która była w rejestracji, bo przyszła po karty pacjentów, ale chorego nie zbadała. Ale zaalarmował na konferencji prasowej: - W ostatecznym rozrachunku i tak na decyzji Funduszu najwięcej stracą pacjenci.

Kara finansowa sprowadzi się do tego, że szpital nie dostanie z NFZ refundacji wykonanych świadczeń, a więc nie będzie miał pieniędzy na opłacenie rachunków oraz nie zapłaci faktur za leki i sprzęt. W efekcie szpital ograniczy przyjmowanie i leczenie pacjentów.

Czeczot dodał też, że jako dyrektor placówki oddaje się do dyspozycji ministra zdrowia.

Samorząd lekarski: NFZ popełnia przestępstwo

Karami nałożonymi przez NFZ oburzony jest samorząd lekarski. Przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej Andrzej Włodarczyk zapowiedział w piątek, że złoży do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez urzędnika Narodowego Funduszu Zdrowia. Miałoby ono polegać na przekroczeniu uprawnień i działaniu na szkodę interesu publicznego: - Samorząd lekarski domaga się cofnięcia decyzji NFZ i wyciągnięcia konsekwencji, z odwołaniem włącznie, wobec osób, które zdecydowały o tak wysokich karach - powiedział Włodarczyk. Jest oburzony również tym, że NFZ wydał decyzję przed wyjaśnieniem sprawy.

Minister Kopacz: ze świńską grypą do rodzinnego, nie do szpitala

Minister zdrowia Ewy Kopacz, jeszcze w zeszłym tygodniu przyklasnęła karom nałożonym przez NFZ na placówki, które nie przyjęły reportera TVN24 przeprowadzającego dziennikarską prowokację (skarżył się na objawy świńskiej grypy) i odesłały do szpitala zakaźnego. Podkreślała, że kara to jedna z metod wychowawczych i jeśli inne metody nie trafiają do zarządzających placówkami, to należy również takich używać.

Dzisiaj jednak, w radiowych Sygnałach Dnia zaapelowała, by tzw. świńską grypę traktować jako zjawisko sezonowe. Zalecała, by w przypadku podejrzenia choroby, udać się do lekarza pierwszego kontaktu, który zdecyduje o dalszych losach pacjenta. Minister podkreśliła, że zdecydowana większość przypadków tak zwanej świńskiej grypy powinna być leczona w domu. I zapowiedziała, że Ministerstwo Zdrowia zamierza zmienić reguły postępowania wobec pacjentów chorych na grypę A/H1N1 - hospitalizowani mają być wyłącznie pacjenci najbardziej chorzy.

Podziel się