Ken Stanborough z Liverpoolu podarował swojej 11-letniej córce Ellie iPoda. Chciał urządzenie wypróbować, ale urządzenie wypadło mu z rąk. Po upadku odtwarzacz "zrobił się gorący i zaczął syczeć", pojawił się dym.
Ojciec Ellie pojechał do dystrybutora sprzętu
Apple, gdzie złożył reklamację. Po jakimś czasie otrzymał od firmy odpowiedź, w której Apple obiecał oddać pieniądze, ale zastrzegał, że nie ponosi odpowiedzialności za incydent z odtwarzaczem.
W dokumencie napisano, że zwrot pieniędzy - 162 funtów - oznacza jednocześnie zobowiązanie do milczenia w kwestii szczegółów ugody między klientem a firmą Apple. Komputerowy gigant zagroził mężczyźnie pozwem, jeżeli ten nie dotrzyma warunków umowy.
Ojciec Ellie w rozmowie z "Timesem" podkreślił, że poprosił firmę tylko o zwrot pieniędzy, a o zadośćuczynieniu nic nie wspominał.
W ubiegłym tygodniu wyszło na jaw, że firma Apple próbowała już wcześniej zataić kilka podobnych przypadków samozapłonu odtwarzaczy iPod.
Wiele przypadków samozapłonu iPodów Dziennikarze dotarli do amerykańskiego raportu Komisji ds. Bezpieczeństwa Produktów Konsumenckich (CPSC). Z badań ekspertów wynika, że problemy w iPodach wywołują baterie litowo-jonowe. Przypadki eksplozji urządzeń wielokrotnie były już opisywane na blogach. W ubiegłym roku japoński rząd w specjalnym ostrzeżeniu napisał, że iPod Nano może stanowić potencjalne zagrożenie pożarowe. Z 14 incydentów, które wymieniono w ostrzeżeniu, w dwóch doszło do poparzenia ludzi. W stanie Ohio matka wytoczyła proces Apple, po tym jak iPod Touch jej syna wybuchł i poparzył mu nogi.
Rzecznik Apple powiedział, że firma jeszcze nie zajęła się sprawą rodziny Stanborough. Komentarza odmówił też lokalny dystrybutor sprzętu z Liverpoolu.