Włączenia syren odmówił wcześniej prezydent miasta. Andrzej Szlązak nazwał Powstanie Warszawskie "szaleńczym zrywem od początku skazanym na bezprzykładną katastrofę militarną, polityczną i humanitarną". Prośbę wojewody o włączenie syren w Godzinie W nazywał "manipulacją rodem z PRL-u". - To znieważanie pamięci poległych poprzez zmuszanie administracyjne do oddawania im hołdu w taki sposób - mówił Szlęzak. Jego zdaniem "powstanie nie buduje w świecie obrazu Polski, jako kraju, w którym myśli się racjonalnie i działa skutecznie".
"Wystawiłem na balkon duży głośnik" Inicjatorem akcji sprzeciwu był najmłodszy stalowowolski radny Lucjusz Nadbereżny (
PiS). Jak wyjaśnił, za pośrednictwem strony udostępniono sygnał alarmowy, który o 17.00 każdy mógł odtworzyć na swoim komputerze i wystawić głośnik za okno.
- Z grupą znajomych zorganizowaliśmy alternatywne, prywatne obchody i poprzez internet zachęcaliśmy do akcji, by Stalowa Wola mogła się poczuć jak inne miasta w Polsce. Udało się, mamy pozytywny oddźwięk na mieście. Ludzie pobierali pliki i o 17.00 odtwarzali syrenę. Ja sam wystawiłem na balkon duży głośnik - tłumaczył w rozmowie z Gazeta.pl. A jak na tę akcję zareagował prezydent Stalowej Woli? - Rozmawiał o tym z dziennikarka Radia Rzeszów. Powiedział jej, że każdy może świętować jak chce.
Stalowa Wola Pamięta Akcję niezgody na decyzję prezydenta poprzedziła nocna kampania, podczas której w mieście wywieszono plakaty nawiązujące do powstania. Między innymi obok powstańczego symbolu znalazł się napis Stalowa Wola Pamięta i 63 dni chwały. To gest pamięci o powstańcach, a nie próba odwetu po decyzji prezydenta Stalowej Woli - zapewnia Lucjusz Nadbereżny.