"Na nową grypę może zachorować od 3,5 do 12 milionów Polaków"

Od jesieni do wiosny zachoruje najprawdopodobniej 10 proc. społeczeństwa. W najbardziej pesymistycznej wersji zarazić się może 30 proc. Polaków - prognozuje dr Paweł Grzesiowski, kierownik Zakładu Profilaktyki Zakażeń w Narodowym Instytucie Leków.
- Czyli świńską grypę złapie od 3,5 do 12 milionów Polaków. Ale nie stanie się to w ciągu jednego dnia, tylko w ciągu miesięcy - mówi Grzesiowski w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Kto najbardziej zagrożony?

Dla kogo wirus jest najgroźniejszy? - Kolejność jest taka: kobiety w ciąży, dzieci cierpiące na przewlekłe choroby, młodzi zdrowi ludzie w wieku 14-49 lat, dzieci zdrowe, a dopiero na końcu osoby po 50. roku życia - mówi Grzesiowski.

- W Europie obecnie jedna chora osoba statystycznie zakaża od 1,5 do 2 osób. Gorzej jest w Stanach Zjednoczonych - tam wskaźnik, ten wynosi ponad 2. U nas też tak może być, gdy dzieci wrócą do szkół i wirusowi będzie łatwiej zakażać kolejne ofiary - mówi.

Jak się chronić?

Po pierwsze warto zachować podstawowe środki ostrożności. - Unikać tłumów, odwracać głowę i odsuwać się o krok od osoby, która kicha i kaszle, myć ręce i często pić, żeby spłukać ewentualne wirusy z gardła. Najważniejsze jest mycie rąk, a w zasadzie ich dezynfekcja. W aptece za kilka złotych można kupić żel do dezynfekcji rąk - mówi Grzesiowski.

Jak dodaje pacjentom z podwyższonej grupy ryzyka oraz chorym, u których choroba ma ciężki przebieg stosuje się tamiflu, lek hamujący namnażanie się wirusa w komórkach. Jest to lek wydawany na receptę, kosztuje od 100 do 130 zł. Jednak nie wiadomo, jaki zapas leku posiadamy. - Wczoraj wypisałem trzy recepty na tamiflu i wszystkie do mnie wróciły - nie było leku w żadnej warszawskiej aptece - mówi Grzesiowski.

Poza tym, jeśli wielu ludzi będzie przyjmowało ten lek, wirus może się na niego uodpornić. - Kilka tygodni temu pojawiło się doniesienie z Danii o szczepie wirusa odpornym na tamiflu. Żeby to jednak było dla nas groźne, szczep musiałby stać się powszechny w środowisku. Na razie tak nie jest - zapewnia kierownik Zakładu Profilaktyki Zakażeń.

Bez paniki

- A/N1H1 różni się od wirusa zwykłej grypy tym, że to zupełnie nowy wynalazek. Jest to wirus zwierzęco-ludzki, dlatego nie mamy na niego odporności - mówi.

Jednak biorąc pod uwagą, ile osób zginęło wskutek zakażenia A/H1N1, wirus ten jest nawet łagodniejszy niż wirus zwykłej grypy - podkreśla Grzesiowski. Statystycznie trzy osoby na tysiąc umierają chorując na zwykłą grypę. W przypadku A/H1N1 w Anglii jest to jeden przypadek śmiertelny na tysiąc.