Warzecha opisuje całe zdarzenie
na swoim blogu w Salonie24.
Jego autorski, poranny przegląd prasy miał rozpocząć się o 7.40. Prowadzący prasówki zaczynają zwykle od swojej gazety. A na okładce dzisiejszego "Faktu", w którego redakcji pracuje Warzecha, jest zdjęcie "heilującego" Farfała.
Źródło: "Fakt", 24.07.2009 "Unosi on rękę w geście charakterystycznego pozdrowienia. Niektórzy mówią, że rzymskiego. Układam w głowie komentarz do tego materiału, ale i tak głównie chcę powiedzieć o tekście Ludwika Dorna o kupcach z KDT, który mamy dziś na Opiniach" - czytamy na blogu dziennikarza.
Zdjęcie na okładce to tylko początek, w środku tabloid publikuje więcej. 18-latek, który obecnie jest prezesem
TVP, w towarzystwie skinheadów. Sam też krótko ostrzyżony, w charakterystycznym ubraniu. "Fakt" krótko opisuje jego karierę w neonazistowskich grupach. Komentarz: "Każde dziecko wie, jaki bezmiar okrucieństwa i zbrodni symbolizuje ręka uniesiona w górę w nazistowskim pozdrowieniu".
Jak zareagowali dziś na to pracownicy Farfała?
"My tego nie możemy pokazać..." Parę minut przed rozpoczęciem prasówki do Warzechy podeszła prowadząca. Relacja z bloga:
- Panie redaktorze, jest taka sprawa, że my tego nie możemy pokazać - prowadząca wskazuje na okładkowy materiał z p.o. prezesem Farfałem.
- Jak mam mówić o dzisiejszym wydaniu swojej gazety bez omawiania głównego materiału z okładki? - pytam. - Mogę pani tylko powiedzieć, że mój komentarz nie będzie dla pana prezesa Farfała druzgocący.
Prowadząca jest zakłopotana, oznajmia, że decyzję musi podjąć wydawca. Powiada, że oni są w głupiej sytuacji.
- Jeśli pan to pokaże, to my wyjdziemy na idiotów, a jak pan nie pokaże, to pan wyjdzie na idiotę - mówi.
- Jeśli nie będę mógł tego materiału omówić - odpowiadam - to nie będzie przeglądu prasy. Po nerwowych - jak relacjonuje Warzecha - konsultacjach wydawca decyduje, że prasówkę zrobi prowadząca, a Warzecha jest oburzony i zapowiada, że już więcej nie wystąpi w tym programie: - To jest marnowanie mojego czasu.
Decyzję wydawcy ocenia jako cenzurę, "wprowadzoną przez pracowników niższego szczebla w obawie o konsekwencje, gdyby coś niewygodnego stało się na ich szychcie".
"Czasu było na tyle mało, że wydawca zapewne nie miał szans zadzwonić nawet do dyrektora anteny. Inna sprawa, że kompromitujące jest, iż wydawca zorientował się, że sprawa jest dla niego śliska dopiero tuż przed moim wejściem na antenę. To znaczy, że nie przejrzał rano gazet i nie skojarzył, że robić przegląd przychodzi facet z 'Faktu', który będzie musiał powiedzieć o głównym materiale czołówkowym w swojej gazecie" - ocenia dziennikarz i na blogu zamieszcza komentarz do okładki "Faktu", który miał pojawić się w prasówce.