Na komisariat na Targówku zgłosił się mężczyzna, który powiadomił policjantów o podejrzeniu porwania narzeczonej. Kobieta była rzekomo winna porywaczom 800 złotych. Kontaktowali się ze zgłaszającym i kazali mu przywieźć 1600 złotych - informuje Komenda Stołeczna Policji.
Policjanci podjęli obserwację terenu wokół miejsca, gdzie miało dojść do przekazania gotówki. Przygotowali zasadzkę. Osoby, które uprowadziły 25-letnią kobietę wielokrotnie dzwoniły do narzeczonego porwanej i odwlekały moment uwolnienia kobiety. Prawdopodobnie chodziło o to, by działać pod osłoną nocy. Kiedy pieniądze zostały przekazane, nagle pojawiły się dwie kobiety z kilkumiesięcznym dzieckiem, które przyjechały peugeotem i powiadomiły narzeczonego pokrzywdzonej, że dziewczyna jest już blisko i będzie wolna jeśli ten dodatkowo da laptopa.
Kiedy tylko pojawił się
samochód, w którym była porwana, policjanci ją uwolnili. Kierowca audi chciał uciec. W trakcie próby zatrzymania samochodu i szarpaniny z uciekającym bioraca udział w akcji policjantka została wciągnięta do wnętrza auta. Padły strzały, które miały udaremnić ucieczkę. Po około 150 metrach funkcjonariuszka wydostała się z audi.
Porywacz, 30-letni Tomasz Ć. wpadł w ręce kryminalnych i trafił do policyjnej celi. Współpracujące z nim Katarzyna Ć. i Małgorzata F. również zostały zatrzymane. Policjanci zabezpieczyli samochód, którym poruszał się sprawca, a także atrapę broni, którą grożono uprowadzonej 25-latce.
Zatrzymani odpowiedzą za wymuszenie rozbójnicze, pozbawienie wolności i zmuszanie do zwrotu wierzytelności.
Serwis policyjni.pl poleca: Wyszła z domu jako 14-latka... 10 lat temu