Wprost: Zientarski nie będzie sądzony

met, ga PAP
13.07.2009 , aktualizacja: 13.07.2009 20:15
A A A Drukuj
Jak się nieoficjalnie dowiedział tygodnik "Wprost", lekarze orzekli, że stan zdrowia Macieja Zientarskiego, a dokładnie nieodwracalne zmiany w mózgu, nie pozwalają na jego udział w postępowaniu karnym. Taka opinię dla mokotowskiej prokuratury wydał zespół lekarzy.
Maciej Zientarski, 2007 r.
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Maciej Zientarski, 2007 r.
Prokuratura na stołecznym Mokotowie dostała w poniedziałek opinię zespołu lekarzy nt. zdrowia Macieja Zientarskiego, podejrzewanego o spowodowanie w 2008 r. wypadku samochodowego, w którym zginął jego kolega. Prokuratura na razie nie ujawnia, czy lekarze zgodzili się na udział Zientarskiego w postępowaniu.

- Opinia jest obecnie przedmiotem analizy w prokuraturze - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mateusz Martyniuk. Dodał, że ustalenia opinii mogą być ujawnione we wtorek lub w środę.

Zientarski nie może być sądzony

Według nieoficjalnych informacji "Wprost", lekarze stwierdzili, że stan zdrowia dziennikarza nie pozwala na jego udział w postępowaniu karnym. Opinia ma być "wstępna" i zostanie poddana "głębszej analizie przez prokuraturę".

Jesienią 2008 r. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów zawiesiła śledztwo przeciw Zientarskiemu. - Decyzję uzasadniono wystąpieniem długotrwałej przeszkody w postaci stanu zdrowia Macieja Z., uniemożliwiającej przeprowadzenie z nim czynności - informowała w wrześniu 2008 r. prokuratura. Zientarski był długo w stanie śpiączki i wiele miesięcy spędził w szpitalu, a skutki wypadku odczuwa do dziś.

To Zientarski odpowiada za wypadek?

Mokotowska prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu dziennikarzowi zarzutów w lipcu 2008 r. Na podstawie zebranego materiału dowodowego śledczy ustalili bowiem, że to on prowadził ferrari, które w lutym na warszawskim Mokotowie, jadąc z prędkością znacznie większą niż dozwolona, straciło przyczepność i uderzyło w filar wiaduktu. Samochód rozpadł się i stanął w płomieniach. Na miejscu zginął dziennikarz "Super Expressu" Jarosław Zabiega.

Za nieumyślnie spowodowanie wypadku, którego następstwem jest śmierć innej osoby, grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.

Serwis policyjni.pl poleca: Supermarket pomylił z barem



Zobacz więcej na temat:

Podziel się