Problemy komunikacyjne na Dolnym Śląsku. W miejscowości Lipki skarpa podmyta przez deszcze osunęła się na tory. Ruch pociągów między Brzegiem i Oławą jest całkowicie wstrzymany - dowiedziało się radio TOK FM. Nie wiadomo, jak długo potrwa naprawa. - To kpiny z ludzi! Ile można czekać? - mówią zdenerwowani podróżni.
Fot. Paweł Radzewicz/TOK FM
Kilka dni temu skarpa osunęła się na tory w Gdańsku. Ruch pociągów został wstrzymany na kilka godzin
Na dworcu we Wrocławiu panuje chaos. - Nikt nic nie wie - mówi w rozmowie z TOK FM zdenerwowana podróżna. "To są kpiny z ludzi", "porażka", "ile można czekać" - można usłyszeć od innych.
Przyczyną opóźnień jest nieprzejezdny odcinek Brzeg - Oława. Ostatnie opady deszczu sprawiły, że na tory osunęła się skarpa i zablokowała ruch w obu kierunkach. Nie wiadomo, ile potrwa naprawa linii. Piotr Krywult, zastępca dyrektora opolskiego PKP zapewnia: - Wybieramy firmę, która usunie przeszkodę z torów i udrożni przynajmniej jeden tor jak najszybciej. Będziemy proponować firmie, która przystąpi do pracy żeby roboty nie trwały więcej niż 24 godziny.
Na razie dla pociągów linii Wrocław-Opole wprowadzona jest komunikacja zastępcza między Oławą i Brzegiem. Dla pociągów dalekobieżnych wprowadzono objazd przez Jelcz-Laskowice. To powoduje ogromne opóźnienia.
"Konduktora nie było w pociągu"
Wieczorem na Alert24 napisał pan Adam: - Moja dziewczyna siedzi w pociągu, który miał ją przewieźć z Opola do Warszawy (odjazd miał nastąpić o 16:07). Przyjechał lekko tylko spóźniony, zabrał pasażerów i odjechał. Ale stanął na bocznicy jakieś 100 metrów za dworcem i stoi tam już od ponad trzech godzin!!! Oczywiście nie było żadnej informacji. Po ok. godzinie jedna z pasażerek poszła do konduktora i okazało się, że w ogóle go nie ma w pociągu! Ta sama pasażerka poszła więc do informacji na dworcu i pani jej tam powiedziała, że czekają na inny pociąg z Wrocławia, który miał doczepić do ich pociągu dodatkowe wagony. Ale tory są zalane a, jak się pani wyraziła, nie ma żadnego sposoby na dowiedzenie się, gdzie ten pociąg jest. Oszacowała tylko spóźnienie na 3h. 3 godziny jednak minęły, ani szukany pociąg, ani żaden konduktor się nie pojawili i kolejni pasażerowie (także moja dziewczyna - nie poznam końca tej historii) opuszczali pociąg i wracali do domu. Decyzję musieli podejmować po omacku. Najpierw czekali, ale ile można !? A brak konduktora sugerował nawet możliwość spędzenia tam nocy.
Na rekompensatę nie ma co liczyć
Czy pasażerowie narażeni na niedogodności mogą liczyć na zadośćuczynienie? - Niestety nie - mówi Andrzej Piech, dyrektor Przewozów Regionalnych we Wrocławiu. Te opóźnienia to nie jest wina przewodnika i dlatego nie będzie za nie od nas żadnej rekompensaty. Jednak jeśli pasażer zrezygnuje z podróży spóźnionym pociągiem, otrzyma stuprocentowy zwrot pieniędzy za bilet.