Tajemnicza śmierć policjanta nie ma nic wspólnego z nurkowaniem

Michał Engelhardt, Gazeta.pl
30.06.2009 , aktualizacja: 30.06.2009 18:57
A A A Drukuj
Tajemnicza śmierć policjanta, który miał w magazynie w centrum szkolenia w Legionowie tajemnicze czaszki, nie ma nic wspólnego z nurkowaniem - ustalił serwis Policyjni.pl portalu Gazeta.pl. Policjant nie umiał pływać.

Zmarły w wieku 39 lat starszy aspirant miał się dziwnie zachowywać przed śmiercią. Tak mówili prokuratorom jego znajomi, którzy łączyli to z kursem nurkowym, w którym miał brać udział policjant. Dolegliwości związane z nurkowaniem mogły być powodem, dla którego aspirant zgłosił się do szpitala MSWiA. Dopóki nie ma wyników sekcji zwłok, prokuratura nie mogła też wykluczyć, że sama śmierć policjanta mogła mieć związek z nurkowaniem. Został znaleziony z zakrwawionymi plecami na terenie szpitala. Mógł mieć zaburzenia równowagi i się przewrócić. To było prawdopodobne, choć prokuratura założyła roboczo, że został pobity ze skutkiem śmiertelnym.

Nie nurkował, bo nie pływał

Tymczasem sprawa ewentualnych dolegliwości związanych z nurkowaniem już się wyjaśniła. Po naszym artykule "Tajemnicza śmierć policjanta, który opiekował się czaszkami" zadzwonił do serwisu "Policyjni.pl" kolega aspiranta ze studiów magisterskich w szkole policji w Szczytnie. Powiedział nam, że zmarły woził kursantów samochodem na zajęcia, suszyli u niego w pojeździe pianki, ale nie nurkował. Nie został dopuszczony, bo nie umiał pływać.

Policjant dał nam kontakt do studenta, instruktora nurkowania, który po zajęciach uczył kolegów bezpiecznego schodzenia pod wodę. On też zaprzeczył stanowczo jakoby w kursie brał udział zmarły policjant.

Bardzo chciał nurkować

Choć kurs nurkowy był prywatną sprawą studentów, to słyszał o nim Marcin Piotrowski, rzecznik Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Student, który na prośbę kolegów organizował kurs, wystąpił do komendanta szkoły o udostępnienie basenu i uzyskał zgodę. Przedstawiał też dokumenty uprawniające do szkolenia płetwonurków - mówi Piotrowski. Potwierdził też, że zmarły starszy aspirant w kursie nie brał udziału. - Bardzo chciał, ale nie został dopuszczony - mówi. Dlaczego? - Słyszałem, że nie umiał pływać - mówi Piotrowski.

Starszy aspirant z Wydziału Zaopatrzenia i Transportu Centrum Szkolenia Policji w Legionowie zmarł 11 czerwca w warszawskim szpitalu MSWiA. Miał 39 lat. To ten sam policjant, który opiekował się magazynem w szkole w Legionowie, w którym znaleziono skrzynie z tajemniczymi starymi czaszkami i innymi ludzkimi kośćmi.

Serwis policyjni.pl poleca: Algierscy kieszonkowcy w rękach policji



Zobacz więcej na temat:

Podziel się