Czarne skrzynki wysyłają sygnał ułatwiający ich lokalizację przez 30 dni. Później odnalezienie urządzeń będzie prawdopodobnie już niemożliwe. Według ekip poszukiwawczych i śledczych, które zajmują się wyjaśnieniem katastrofy samolotu, czarne skrzynki leżą w mule pośród podwodnych wzniesień na głębokości 4500 metrów.
Cztery dni nadziei W poszukiwaniach bierze udział francuski okręt nuklearny i jednostka amerykańskiej marynarki wojennej wyposażona w dwa bardzo czułe skanery akustyczne. Urządzenia mogą wykryć najmniejszy sygnał z głębokości ponad 6000 metrów.
- Jeśli uda się odnaleźć czarne skrzynki airbusa, na sto procent uda nam się odczytać ich zawartość - powiedział w rozmowie z CNN przedstawiciel Honeywell Aerospace firmy, która wyprodukowała urządzenia.
Według specjalistów z Honeywella trudno tak naprawdę precyzyjnie ustalić, jak długo jeszcze będą działać baterie wysyłające sygnał z czarnych skrzynek, bo to zależy od warunków, w jakich się znajdują.
Co jest w czarnych skrzynkach? Czarne skrzynki rejestrują blisko 90 różnych najważniejszych parametrów lotu, w tym, m.in. rozmowy pilotów w kokpicie, parametry pracy silników, prędkość i czas, w którym dochodzi do awarii oraz komunikaty pogodowe. Rejestratory zazwyczaj instaluje się w najtrwalszej części samolotu, czyli w ogonie.
Urządzenia - choć nazywane czarnymi skrzynkami - w rzeczywistości są pomarańczowe. Zbudowano je materiałów odpornych na temperaturę do 1100 stopni Celsjusza mogących wytrzymać ciśnienie wody do głębokości ponad 6000 metrów. Od aktywacji baterie lokalizatorów czarnych skrzynek działają przez 30 dni.
Odnaleziono 50 ciał W brazylijskim Recife trwa identyfikacja odnalezionych ciał ofiar katastrofy airbusa. W zeszłym tygodniu ustalono tożsamość pierwszych 11 z 50 wyłowionych ciał.
Air France podały, że zidentyfikowano dwa nowe ciała: pilota, a także stewarda airbusa.
Samolot linii Air France zaginął w nocy z 31 maja na 1 czerwca w trakcie lotu z Rio de Janeiro do Paryża. Na jego pokładzie było 228 ludzi.
Najpopularniejsze na Deser.pl: Lekarze: "To fenomen". Dziecko, które się nie starzeje