Rozmówca "Kommiersanta": gdyby Moskwa reagowała za każdym razem na to co się mówi pod jej adresem w polskich mediach, "to byłaby to zupełnie inna rozmowa". Rosyjskie media wracają do sporu po emisji skandalicznego dla Polaków reportażu w telewizji Rossija.
Fot. AP
Na zdjęciu od prawej radziecki minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow, Stalin i szef MSZ III Rzeszy Joachim von Ribbentrop. Moskwa, 23 sierpnia 1939 r., tuż pod podpisaniu Paktu Ribbentrop-Mołotow
Rosyjski dziennik pisze, że "polski MSZ oskarżył Moskwę o próby fałszowania historii". Gazeta wraca do oświadczenia Ambasady Polski w Moskwie. Wydano je po emisji w rosyjskiej telewizji filmu, w którym stwierdzono, że Polska przyczyniła się do wybuchu drugiej wojny światowej.
"Kommiersant" pisze, że telewizja "Rossija", która wyemitowała film, nie komentuje na razie tej sytuacji twierdząc, że dyrekcja nie przygotowała na razie oficjalnej odpowiedzi. Natomiast w Departamencie Europy rosyjskiego MSZ uznano, że poglądy wypowiadane w programach telewizyjnych nie powinny stawać się obiektem zainteresowania rządu. Rozmówca gazety powołał się przy tym na istnienie w Rosji wolności słowa.
Stwierdził też, że gdyby Moskwa reagowała za każdym razem na to co się mówi pod adresem Rosji i historii Związku Radzieckiego w polskich mediach, "to byłaby to zupełnie inna rozmowa". Jednocześnie "rosyjski MSZ przyznaje, że historia jest bolącym tematem w rosyjsko - polskich stosunkach, gdzie jest wiele wzajemnych żali i prób upolityczniania".
Komiersant zwraca uwagę, że "tak czy inaczej polscy dyplomaci przypominają, iż podobne konflikty tworzą niedobrą atmosferę dla planowanej na 1 września wizyty premiera Władimira Putina w Polsce".