W restauracji znalezienie potencjalnej ofiary zajmuje nie więcej niż kilka minut. Mężczyzna siedzący przy stole jest tak zajęty posiłkiem, że nie zauważa kobiety, która dosiadła się obok. Blondynka w ciągu paru sekund przeszukuje kurtkę, którą nieostrożny mężczyzna powiesił na oparciu krzesła.
Kolejna ofiara to młoda dziewczyna, tak zajęta rozmową z koleżankami, że nie zauważa rąk dobierających się do torebki przewieszonej przez oparcie krzesła. Jej podejrzeń nie wzbudza też fakt, że choć wszystkie stoliki w lokalu są wolne, wokół niej zrobił się tłum, który, miał odwrócić uwagę ofiary.
To nie kieszonkowcy, a policjanci - Dzień dobry, Komenda Stołeczna Policji, właśnie została pani potencjalną ofiarą kieszonkowców - tymi słowami policjanci z wydziału wywiadowczo - patrolowego witają "okradzionych" wcześniej mieszkańców stolicy.
Zajęty posiłkiem mężczyzna jest zaskoczony, choć niby wiedział, jak działają. - Zawsze powtarzam żonie, żeby tak nie zostawiała kurtki, bo ją kiedyś okradną - mówi. Miał szczęście. Mógł stracić kluczyki do samochodu.
Zdezorientowana dziewczyna w rozmowie z policjantami przyznaje, że nie wie kiedy stała się ich ofiarą. - Torba na kolanach przeszkadza kiedy jem. Gdzie miałam ją dać, jak cały stolik jest zastawiony jedzeniem? - pyta dziewczyna upolowana przez
policyjnych kieszonkowców. - Oni właśnie na to liczą - odpowiada Cygan. - Lepiej poświęcić troszeczkę niewygody, niż stracić pieniądze i dokumenty - dodaje Szymek.
Szymek, Cygan i Edzia działają jak prawdziwi kieszonkowcy. - Przez tyle lat pracy poznaliśmy metody złodziei - kwituje Szymek. Od prawdziwych przestępców różni ich tylko to, że nie wyciągają z kieszeni portfeli, a przyklejają nalepki z napisem - "Dałeś się złapać policji, nie daj się złodziejowi".
Serwis policyjni.pl poleca: Pięciolatek przejechał traktorem matkę [WIDEO]