- Jestem dumny z jednomyślnego poparcia szefów państw i rządów dla mojej kandydatury. Więcej niż dumny - wzruszony - powiedział sam Barroso na konferencji prasowej na zakończenie pierwszego dnia unijnego szczytu w Brukseli. - Był to dla mnie bardzo ważny moment, który odbieram jako uznanie dla pracy KE w bardzo trudnych okolicznościach".
Nie jest to jeszcze formalna, ale polityczna decyzja.
Formalną rządy państw UE podejmą dopiero po konsultacjach w sprawie szefa KE z liderami politycznymi nowo wybranego Parlamentu Europejskiego (PE). To PE ma też zdecydować, kiedy wypowie się w głosowaniu w sprawie przewodniczącego KE - czy już na inauguracyjnej sesji w lipcu czy dopiero po wakacjach.
-
Zgoda jest jednomyślna, ale tej kropki nad i nie postawiono - przyznał szef polskiego rządu Donald Tusk. - Wszyscy zdają sobie sprawę, że należy także uszanować wrażliwość Parlamentu Europejskiego.
Rada Europejska jest od tego żeby nominować - dziś umówiliśmy się, że nie mamy innego kandydata i że jednomyślnie będziemy wspierali kandydaturę Barroso - zaznaczył Tusk.
O ile 53-letni Portugalczyk mógł być niemal pewien politycznego poparcia rządów państw UE (był jedynym zgłoszonym kandydatem), to musi jeszcze zdobyć aprobatę PE, gdzie ma wielu przeciwników, oskarżających go o bierność w obliczu kryzysu finansowego i zbyt liberalną politykę KE.
Barroso od dawna zabiegał u przywódców państw UE o reelekcję. Oficjalnie ogłosił, że jest kandydatem dopiero po czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego wygranych zdecydowanie przez chadecką rodzinę polityczną Europejskiej Partii Ludowej (EPL), do której należy. Jego wybór ma szczycie był przesądzony, bowiem w 19 z 27 krajów UE rządzą chadecy. Trzy rządy socjalistyczne (Portugalia,
Hiszpania,
Wielka Brytania) już wcześniej ogłosiły poparcie dla Barroso.