Pan Łukasz Siadul na bazę danych natknął się przypadkiem. Chciał sprawdzić, co pokaże wyszukiwarka internetowa, gdy wpisze do niej swoje imię i nazwisko. - Spodziewałem się, że zobaczę na przykład swój profil na naszej klasie - mówił w rozmowie z radiem TOK FM. - Tymczasem zamiast tego wyszukiwarka wyświetliła mi stronę z moim numerem PESEL, adresem, numerem telefonu. - opowiadał. Obok były podobne dane kilkudziesięciu innych osób.
Przy każdym z nazwisk internauta zobaczył też numery dekoderów i nazwy pakietów telewizji "n". To zasugerowało panu Łukaszowi skąd mogą pochodzić dane, bo sam również jest abonentem tej platformy cyfrowej. Podejrzenia okazały się słuszne - po kilkunastu telefonach do biura firmy strona została usunięta z sieci.
Zawinił pracownik Jak się okazało, dane przez przypadek opublikował jeden z pracowników firmy, który zapisał plik nie w tym folderze, w którym powinien. - Na szczęście udało nam się szybko ten dokument usunąć. Na chwilę obecną, w publicznych zasobach Internetu, we wszystkich wyszukiwarkach nie ma po nim śladu. - powiedział
radiu TOK FM Dyrektor Działu Bezpieczeństwa Grupy
TVN Maciej Kołodziej. Dyrektor przyznał jednak, że nigdy nie można być pewnym, że ktoś wcześniej nie skopiował danych na swój prywatny komputer.
Pracownik odpowiedzialny za przeciek został zwolniony. Panu Łukaszowi w ramach rekompensaty
telewizja "n" zaproponowała darmowy pakiet usług. Internauta nie zaakceptował jednak oferty i zamierza walczyć o wyższe odszkodowanie w sądzie.
Serwis policyjni.pl poleca: 8-latek gasił pożar w domu