Cztery kolejne osoby dołączą do protestu głodowego w Państwowym Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku. Łącznie pokarmów nie będzie tam przyjmować ośmiu pracowników. W miniony weekend trzy osoby zasłabły. Pogotowie przewiozło je do szpitala; zjadły już lekkie posiłki.
Oprócz głodówki od blisko dwóch tygodni prowadzona jest też rotacyjnie okupacja przyszpitalnego klubu pacjenta, według związkowców bierze w niej udział około dwustu osób. Strajkujący domagają się przywrócenia podwyżek.
- Nam zabrano podwyżki, obniżono je nam jednostronnie do czterdziestu trzech procent. My wnosimy w tej chwili o sześćdziesiąt procent, żeby nam wypłacano - powiedział radioTOK FM jeden z protestujących Ireneusz Pawuła. Jego zdaniem nie chodzi jednak tylko o pieniądze, ale też o sprawy bezpieczeństwa. - Domagamy się wzrostu zatrudnienia pielęgniarek. Minimalne normy ministra zdrowia są niespełnione w tym szpitalu, chociaż były przeliczone. Bywa tak, że są dyżury, gdy jedna pielęgniarka pracuje w budynku lub na piętrze z czterdziestoma chorymi psychicznie. Mając tu morderców, gwałcicieli i tak dalej - podaje przykłady Pawuła. Według związkowców zdarzają się pobicia i zastraszenia personelu.
Po rozpoczęciu strajku w szpitalu wstrzymano przyjęcia. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, może dojść do ewakuacji pacjentów. Zdaniem dyrekcji, szpitala nie stać na zrealizowanie żądań strajkujących. Protest zorganizowały: Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, "Solidarność" oraz Związek Zawodowy "Kontra". Nie biorą w nim udziału związki zawodowe lekarzy, psychologów oraz pracowników ochrony zdrowia, które dogadały się z władzami placówki.