- Kolega mówi o ponad 100 studentach zatrzymanych. Nie mogę tego potwierdzić, ale liczby na pewno są wysokie. Dranie zaatakowali nas bez powodu. Straciłem rachubę licząc ile puszek z gazem łzawiącym na nas zrzucili!(...)są wśród nas ranni studenci, którzy potrzebują pilnej pomocy medycznej. Wzywam wszystkich, którzy mogą do nas dołączyć: nie zostawiajcie nas" - to jeden z wpisów na
Twitterze "Zmiana dla Iranu". Twitter jest zresztą wykorzystywany też przez
samego Musawiego, kandydata w zakończonych w piątek wyborach prezydenckich.
Pomimo pełnoprawnego dostępu do Internetu, pozostaje on w Iranie stosunkowo mało popularny. Tym większa wartość pojawiających się co kilka chwil wpisów głosów wolnych i świeżych, zupełnie innych od tych oferowanych przez państwową propagandę. Zobacz filmy z demonstracji i walk z policją na kanale
irańskiej opozycji na YouTube.
Innym aktywnie wykorzystywanym przez irańskich zwolenników Musawiego narzędziem jest
Facebook. Kilkadziesiąt tysięcy zgromadzonych przez Musawiego przyjaciół na tym portalu doprowadziło w trakcie kampanii wyborczej nawet do
zablokowania tego portalu przez władze.
W sobotę i niedzielę, gdy w całym kraju trwały tłumione krwawo przez policję protesty, Facebook był wykorzystywany do rozsyłania informacji o zbiórkach, sytuacji na mieście i miejscach gromadzenia się policji i bezpieki. To tam pojawiła się po raz pierwszy informacja o tym, co stało się po wyborach z Musawim - władze zarządziły na nim areszt domowy.
Mimo, że irańska cenzura dwoi się i troi, m.in. nie dopuszczając słów "przemoc", "starcia", czy "demokracja" (nawet na blogach nie da się ich użyć), to właśnie internet stał się w ostatnich dniach podstawowym narzędziem komunikacji pośród opozycjonistów. Ministerstwo Wywiadu i Ministerstwo Informacji po prostu nie nadążają za tysiącami internautów, którzy do tej pory sieć wykorzystywali głównie do wymiany e-maili i odwiedzania tych samych stron: w ciągu kilku dni przemienił się on w żywe forum wymiany wolnej opinii i błyskawicznej komunikacji.
Kolejnymi argumentami przemawiającymi za korzystaniem z portali, czy urządzeń typu
Google Talk, jest powszechnie wyznawana obawa o podsłuchiwanie rozmów telefonicznych i namierzanie wiadomości e-mail przez bezpiekę. Wchodząc na irański czat można zauważyć zresztą powszechne zjawisko: niemal wszyscy przyjmują za pseudonim popularne imiona jak Ali, czy Shahrzad.