Później niż planowano zakończyły się wybory prezydenckie w Iranie. Z powodu ogromnych kolejek tworzących się przed lokalami wyborczymi, głosowanie było czterokrotnie przedłużane i trwało 4 godziny dłużej.
Fot. Ben Curtis AP
Mir Hosejn Musawi
Fot. AP
Kandydat na prezydenta Mohsen Rezaei z palcem umazanym atramentem po oddaniu głosu
Fot. Kamran Jebreili AP
Frekwencja w wyborach była tak wysoka, że władze zdecydowały się przedłużyć głosowanie
Lokale wyborcze zostały zamknięte o 19.30 czasu polskiego, ale ministerstwo spraw wewnętrznych poinformowało, że osoby, które w tym momencie stały w kolejkach, będą mogły jeszcze oddać głos.
Szacuje się, że frekwencja wyniosła co najmniej 70 procent. To wynik przełomowego momentu dla Iranu. Mieszkańcy decydowali bowiem, czy odsunąć od władzy Mahmuda Ahmadineżada, uważanego przez Zachód za zagrożenie pokoju na świecie. Obecny prezydent ma w Iranie równie wielu zwolenników, co przeciwników. Ci drudzy skupili się głównie wokół Mir Husejna Mousawiego. Przedwyborcze prognozy mówiły, że poparcie obu kandydatów jest niemal identyczne.
Kto wygra?
Czy uznawany za reformatora były premier Mir Hosejn Musawi ma szansę na wygraną? Ludzie z otoczenia ubiegającego się o reelekcję Mahmuda Ahmadineżada odrzucają to i mówią o "wojnie psychologicznej".
Sadeh Charazi, sojusznik Musawiego, powiedział agencji Reutera, że sondaże prowadzone przez reformatorów wskazują, iż ich kandydat zdobył 58-60 proc. oddanych dotąd głosów. Charazi powiedział to na trzy godziny przed zamknięciem lokali wyborczych.
Jeden z doradców Ahmadineżada uznał natomiast, że wyniku wyborów nie sposób przewidzieć. Informacje reformatorów uznał za "wojnę psychologiczną, rozpętaną w celu wpłynięcia na głosowanie".
Wstępne wyniki pierwszej tury wyborów będą znane w sobotę rano. Jeśli żaden z kandydatów nie zdobędzie 50 proc. plus jeden głos, to druga tura odbędzie się 19 czerwca.