- To totalna bzdura i przekręcanie moich słów - powiedziała Anna Cugier-Kotka w rozmowie z portalem Gazeta.pl. To jej komentarz
do publikacji "Dziennika". Gazeta pisze, że aktorka nie została pobita, a jedynie zwyzywana. Materiał opiera się na wywiadzie Cugier-Kotki, którego udzieliła we wtorek Superstacji.
W rozmowie z reporterem Cugier-Kotka powiedziała dokładnie: - W sobotę wyszłam do sklepu i zaczęto mnie szarpać. Nie zostałam pobita, zostałam tylko zwyzywana. Ale ten człowiek, który mnie zaatakowała nie zdawał sobie sprawy, że wystarczy mnie lekko kopnąć w moje kolano, które przeszło 2 operacje, żeby zrobić mi dużą krzywdę.
Superstacja przeprowadziła wywiad z Cugier-Kotką we wtorek. Dementuje ona w nim doniesienia "Rzeczpospolitej" o brutalnym pobiciu. "Dziennik" skupia się na słowach "Nie zostałam pobita, zostałam tylko zwyzywana", które padają w krótkim fragmencie rozmowy z Superstacją. Później jednak aktorka opisuje, że w skutek ataku stała jej się krzywda w operowane dwukrotnie kolano. "Dziennik" całą sprawę skomentował w ten sposób: "zmienia wersję wydarzeń dotyczącą rzekomego pobicia, jak dama rękawiczki." - Podam Dziennik do sądu - zapowiada Cugier-Kotka.
"Jestem chora. Okazanie zdjęć w poniedziałek" Dzisiaj też miało się odbyć okazanie aktorce zdjęć przez policję. - Jestem chora. Umówiłam się na poniedziałek - powiedziała nam aktorka.
Wokół pobicia Anny Cugier-Kotki narasta coraz więcej wątpliwości. Do zdarzenia miało dojść w sobotę. Sprawę opisała w poniedziałek "Rzeczpospolita". Pobicie zostało określone jako brutalne. Aktorka zarzucała też policji, że nie chciała przyjąć jej zgłoszenia.
Potem okazało się, że zamiast kilku telefonów na numer alarmowy,
policyjny automat zarejestrował tylko jedno połączenie. Cugier-Kotka zwlekała długo ze złożeniem zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. We wtorek zjawiła się na komisariacie, ale powiedziała policjantom tylko, że jest zmęczona. Tego samego dnia udzielała jednak jeszcze wywiadów, a wieczorem przyszła do
studia TVN24.
Oficjalne zawiadomienie bohaterka spotu Prawa i Sprawiedliwości złożyła ostatecznie dopiero w środę. Policjanci przyjechali do jej
mieszkania. Wciąż nie miała jednak dokumentu z obdukcji, choć zapewniała, że została zrobiona.
Sprawa pobicia nabrała charakteru politycznej represji, po tym jak zaangażowali się w nią politycy. Jarosław Kaczyński, prezes PiS, powiedział na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, że aktorkę napadli wyborcy Platformy Obywatelskiej.
Janusz Palikot z kolei zasugerował, że pobicie to sztuczka spin doktorów. - Dzięki temu poprawią notowania partii - twierdzi poseł PO.