Kurski bronił chaotycznych wypowiedzi Cugier-kotki dotyczących jej rzekomego pobicia. - To jest osoba, która znalazła się w nowej sytuacji, poddana presji z różnych stron (...) może być w szoku. Stąd mogą wynikać jakieś czasem roztargnione wersje, ale to nie zdejmuje odpowiedzialności z organów państwa - tłumaczył.
Seria ataków? Jak podkreślił, sprawa aktorki nie jest pojedynczą napaścią na sympatyka
PiS. - Nagle w przeciągu jednego miesiąca miały miejsce następujące zdarzenia: Michał Balcerzak (producent odpowiedzialny za stronę techniczną kampanii PiS) ma włamanie do swojego domu. W momencie emisji spotu "żółta kartka dla platformy" jest aresztowany na tydzień. Aktorka dostaje groźby karalne, a potem zostaje pobita - mówił. - W wczoraj szef mojej kampanii na Podlasiu, Marcin Szczudło ma włamanie do
mieszkania, gdzie giną bardzo ważne dokumenty związane z kampanią - wyliczał.
- W oczywisty sposób, metodami
policyjnymi narusza się autonomię partii opozycyjnej. Chcemy wierzyć, że PO nie ma z tym nic wspólnego - podkreślił Kurski.
Burza w szklance wody - Tego typu sondaże to próba odwrócenia uwagi od istoty tych wyborów, które były relatywnym sukcesem PiS - mówił o sondażu prezydenckim przeprowadzonym dla "Gazety Wyborczej" (
Lech Kaczyński otrzymał w nim 19 proc. poparcia, a Ziobro 39 proc.).
Dla Kurskiego cała sprawa jest "burzą w szklance wody", a dziennikarze "rozdmuchują" nic nie znaczący sondaż "by przekuć go w fakt polityczny".
- Ja się spodziewam niedługo sondażu w Gazecie Wyborczej, z którego będzie wynikało, że Zbiniew Ziobro ma 102,5 proc. w przodujących okręgach, a LechKaczyński 20 proc. - dodał.