- Trudno powiedzieć, że odmówiła zeznań. Powiedział tylko, że jest zmęczona, źle się czuje i że może przyjdzie jutro. To jakieś żarty z policji - powiedział portalowi Gazeta.pl Marcin Szyndler ze stołecznej policji po popołudniowej wizycie aktorki na policji.
- To naigrywanie się z policji, działanie bardzo nieodpowiedzialne - powiedział Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji. - Ta pani nie dostarczyła też obdukcji, a minął 4 dzień od zdarzenia.
Zmęczona aktorka znalazła jednak czas na rozmowę z reporterem
TVN 24. Zjawiła się też w programie Bogdana Rymanowskiego w
TVN24 o godz. 21.00. Tłumaczyła, że na komisariacie policjanci ostrzegali ją, że cała procedura składania zeznań trwałaby około trzech godzin i dlatego umówiła się na jutro. Cugier-Kotka zapewnia, że juto złoży zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Aktorka twierdzi też, że była na obdukcji biegłego sądowego, który stwierdził około dziesięciu siniaków i zalecił jej konsultację u ortopedy. Przyznała, że na razie nie ma żadnego zaświadczenia w tej sprawie.
Dlaczego wczoraj milczała? Nie wiadomo dlaczego aktorka nie powiedziała o swoim pobiciu wczoraj. - Nic nie mówiłam o pobiciu w rozmowie z redaktorem Sianeckim, bo dziennikarz mnie o to nie pytał - tak odpowiedziała na pytanie, dlaczego we wczorajszym programie "Fakty TVN", traktującym o aktorach występujących w spotach wyborczych, nie wspomniała o pobiciu.
Było zgłoszenie, czy nie było? Program "Fakty TVN" emitowany był wczoraj o godz. 19-tej, kilka godzin później na stronie internetowej "Rzeczypospolitej" pojawiła się informacja, że Cugier-Kotka została w piątek "brutalnie pobita".
Kobieta twierdziła jednak dziś rano, że w sobotę rano kiedy wyszła z domu, podeszło do niej trzech mężczyzn, którzy zaczęli ją wyzywać, a potem szarpać i kopać.
Cugier-Kotka pytana, czy zawiadomiła o przestępstwie policję twierdziła, że ta nie przyjęła od niej takiego zgłoszenia. - To dla mnie strasznie dziwne - mówiła łamiącym się głosem. - Policja powiedziała, że nie może przyjąć tego zgłoszenia, bo nie rozpoznałam świadków - przekonywała.
Jednak dziś po wyjściu z komisariatu około godz. 17-tej powiedziała, że wyjaśniła się sprawa zgłoszenia o popełnieniu przestępstwa w sobotę. - Były takie spekulacje, że nie było takiego zgłoszenia najpierw, a w tej chwili zobaczyłam jest notatka, było zgłoszenie, więc ktoś tutaj... - powiedziała.
"Napastnicy wyglądali na wykształconych ludzi" - Niewykluczam, że sprawa może mieć kontekst polityczny, a napastnicy mogli być inspirowani politycznie - powiedziała dziś w TVN24 zaraz po wyjściu z komisariatu policji. Według niej nie był to wybryk chuligański, napastnicy wymieniali nazwę partii, wyglądali też na wykształconych ludzi.
Aktorka nie wie jak sprawa trafiła do mediów. "Być może" zrobili to jej przyjaciele. Przyznała, że jeszcze w sobotę kontaktowali się z nią ludzie
PiS. Propozycję ochrony złożoną przez partię Jarosława Kaczyńskiego Cugier-Kotka przyjmuje. - Będę bardzo zobowiązana - mówiła w wieczornym programie TVN24.