Tymczasem Stany Zjednoczone wysłały dwa nowoczesne urządzenia nasłuchowe do poszukiwań podwodnych, w celu odnalezienia czarnych skrzynek samolotu.
Brazylijskie władze wojskowe poinformowały też o wyłowieniu z wody już łącznie 24 ciał - wcześniej bilans wynosił 16. Ciała i szczątki samolotu Air France znaleziono około 1000 kilometrów od brazylijskich wysp Fernando de Noronha, nad którymi zaginął samolot.
Amerykańskie urządzenia dotarły dziś drogą lotniczą do Brazylii i trafią na pokład dwóch francuskich holowników, które szukają sygnałów wysyłanych przez czarne skrzynki - poinformował Pentagon.
Na miejsce dociera też francuski atomowy okręt podwodny
wysłany cztery dni temu.
Samolot mógł lecieć za szybko i się rozpaść Tymczasem francuscy śledczy z biura katastrof lotniczych sprawdzają, badając znalezione szczątki, czy hipoteza o zamarznięciu czujników jest prawdziwa. - Za niska prędkość, która może spowodować opadanie, albo za wysoka, która może rozerwać samolot na części gdy zbliża się do prędkości dźwięku, ponieważ powłoka nie jest przystosowana do takich prędkości - takie możliwości przedstawił francuski minister transportu Dominique Bussereau. Bardzo poważnie traktowana jest bowiem hipoteza o awarii czujników prędkości; uważa się, że piloci mogli mieć złe dane na temat prędkości lotu.
Linie Air France poinformowały, że przyspieszają proces wymiany właśnie tych elementów elektroniki w swoich maszynach typu Airbus. Firma poinformowała, że pierwszy raz problemy z nimi odnotowano przed rokiem, a wymianę rozpoczęto kilka tygodni przed katastrofą.
Śledczy podkreślają, że jest zbyt wcześnie aby mówić o tym, jaka była przyczyna wypadku.