Lud Wolności nie będzie największą grupą w Europejskiej Partii Ludowej i Silvio Berlusconi nie będzie mógł narzucić jej swego kandydata na przewodniczącego Europarlamentu. Berlusconi może nadal argumentować, że od 30 lat nie było Włocha na tym stanowisku, a nawet - jak zrobił to przed wyborami - że Polska, jako nowy członek wspólnoty, może jeszcze poczekać na tak prestiżowy urząd. Nie będzie mógł jednak nie liczyć się z poparciem, jakie kandydatura Jerzego Buzka ma w Berlinie i kilku jeszcze innych stolicach.
Szef włoskiego rządu zapowiadał wcześniej, że wycofa swego kandydata, jeżeli nie będzie on miał jednomyślnego poparcia.
Gawroński: Szanse Buzka rosną
Włoski eurodeputowany polskiego pochodzenia Jaś Gawroński, który po raz pierwszy od kilku kadencji nie startował w eurowyborach, powiedział, że obecnie to Jerzy Buzek, a nie Mario Mauro, ma większe szanse zostać przewodniczącym Parlamentu Europejskiego.
Zdaniem Gawrońskiego błąd popełnił premier Włoch Silvio Berlusconi, twierdząc, że jego partia Lud Wolności zdobędzie 40-45 procent głosów w wyborach. Tymczasem ugrupowanie to dostało 35,3 procent. - Teraz wszyscy interpretują jako porażkę wynik, który dla siły politycznej będącej u władzy jest bardzo porządny - zauważył Gawroński. Następnie podkreślił: - Uważam, że szanse Mauro, oparte w dużej mierze na triumfie Ludu Wolności, zmniejszyły się, a w konsekwencji to Buzek jest bliżej fotela przewodniczącego - powiedział.
- Lud Wolności powinien zadowolić się stanowiskiem przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, które jest trampoliną do następnej kadencji szefa PE - oświadczył Gawroński.
Odnosząc się do znacznej różnicy we frekwencji we Włoszech (66,5 proc.) i Polsce (24,5 proc.), Gawroński powiedział: "Włosi narzekają na spadek frekwencji, ale dane z Polski są bardzo smutne, gdyż pokazują, że mimo iż sprawy Europy są tak ważne, trudno je zaoferować". - Tym problemem powinni jak najszybciej zająć się eksperci w dziedzinie komunikowania społecznego - ocenił były rzecznik rządu Berlusconiego.