Świat zastanawia się, jak to możliwe, że - przy współczesnych technologiach - samolot szanowanych linii Air France, po prostu
zniknął . I to bez śladu.
Zachować skrajną ostrożność Jeszcze wczoraj wydawało się, że znaleziono szczątki Airbusa. Dziś marynarka wojenna Brazylii przyznała się, że popełniła błąd. Jak na razie
znaleziono jedynie drewniane palety , których nie było na pokładzie samolotu. Trwają poszukiwania widzianych z pokładów samolotów we wtorek i środę fotela i sporej metalowej części. Statki przeszukują powierzchnię oceanu około 1100 km na północny wschód od brazylijskiego wybrzeża, w miejscu gdzie widziano szczątki samolotu. Akcję utrudniają złe warunki atmosferyczne.
Upadł też kolejny ważny trop. Widzianej na oceanie 20-kilometrowej smugi paliwa nie zostawił pechowy samolot, a statek. Minęło pięć dni, a o przyczynach tragedii właściwie nic nie wiadomo. Są tylko hipotezy, wypowiadane z coraz większą ostrożnością. Francuski polityk Dominique Bussereau przypomniał powtarzane od kilku dni wezwania Paryża, by w kwestii Airbusa A330 zachować "skrajną ostrożność". Również przedstawiciel linii Air France ostrzegł przed spekulacjami na temat przyczyn tragedii.
Satelity nie pomogły, może robot? Wczoraj rzecznik francuskiej armii Christophe Prazuck nawoływał do pośpiechu. - Zegar tyka. Staramy się znaleźć szczątki zanim zatoną lub ulegną całkowitemu zniszczeniu - powiedział. Jednak wczoraj niebo nad regionem katastrofy było na tyle zachmurzone, że dane z amerykańskich satelitów nie pomogły w zlokalizowaniu fragmentów maszyny.
Francja wysłała w rejon katastrofy statek wyposażony w dwie bezzałogowe
łodzie podwodne, a także atomowy okręt podwodny. Robot, którego wykorzystywano w przeszukiwaniu wraku Titanica, może zejść na głębokość 6 tys. metrów, aby odnaleźć tzw. czarne skrzynki, które mogłyby wyjaśnić przyczyny katastrofy. Taki bezzałogowy robot może być konieczny, bo jak przyznał na łamach "Gazety Wyborczej" Todd Curtis, amerykański ekspert ds. lotnictwa, poszukiwania na głębokości powyżej 4 kilometrów to wielkie wyzwanie dla batyskafów z załogą, na granicy ich możliwości. Do tego czas nagli. Czarne skrzynki emitują sygnały radiowe ułatwiające ich odnalezienie przez 30 dni. - Obecna technika, m.in. sonary, pozwala kontynuować poszukiwania nawet po tym okresie - mówi Curtis. Jednak osoby prowadzące dochodzenie obawiają się, że przyczyny katastrofy mogą nigdy nie zostać ustalone.
Zawiniły wskaźniki? Ponieważ nie znaleziono czarnej skrzynki, śledczy, którzy badają przyczyny katastrofy bazują jedynie na automatycznych wiadomościach wysyłanych z samolotu tuż przed katastrofą. Media i eksperci od poniedziałku spekulują na temat możliwych przyczyn tragedii. Wiadomo jedynie, że w tamtym regionie była silna burza z piorunami. Maszyna mogła znaleźć się w gęstych chmurach burzowych.
Dziennik "Le Monde" pisał, powołując się na anonimowych informatorów, że maszyna mogła lecieć w tych warunkach
zbyt wolno , a fałszywe dane mogły przekazywać załodze uszkodzone wskaźniki. Jednak linie Air France oświadczyły wczoraj wieczorem, że na podstawie komunikatów otrzymanych z Airbusa nie udało się ustalić, z jaką prędkością leciał samolot tuż przed katastrofą. Wiadomo jedynie, że wskaźniki pokładowe zaraz przed tragedią pokazywały różną szybkość samolotu. Dziś producent Airbusa wysłał do pilotów instrukcję, jak zachować się w takich przypadkach.
Czy się rozpadł czy utonął, nikt nie ocalał O bezsilności w rozwikłaniu tajemnicy tragedii Airbusa świadczy też oficjalne, i jedyne jak do tej pory stanowisko, Air France. Przedstawiciel linii na prywatnym spotkaniu z rodzinami pasażerów miał im do przekazania tylko tyle, że samolot rozpadł się - w powietrzu lub po upadku do oceanu - i nie ma szans, by ktokolwiek ocalał.
Samolotem linii Air France, który zniknął w poniedziałek z radarów, leciało z Rio de Janeiro do Paryża 228 osób, w tym dwóch Polaków. Na pokładzie byli między innymi menedżerowie firm Michelin i Thyssen oraz przedstawiciele jednej z francuskich firm, którzy polecieli do Brazylii w ramach nagrody za dobrą pracę.