Polacy z zaginionego Airbusa to mieszkańcy Orzesza. Szok w mieście

Razem z rodzinami Piotra i Roberta mieszkańcy śląskiego miasteczka przeżywają dramat. Jeden z zaginionych mężczyzn osierocił pięcioletnią córeczkę. Matka dziewczynki niedawno zmarła.
- Dziecko jest otoczone opieką. Oferujemy pomoc psychologiczną i na pewno nie zostaną oni sami - zapewnia wiceburmistrz Orzesza Andrzej Bujok. Urząd Miasta jest też w kontakcie z konsulatem w Paryżu i liniami Air France.

Wsparcia duchowego rodzinom zaginionych udziela kościół. - Staramy się być blisko, choć wiadomo, że trudno dobrać słowa. Przygotowujemy nabożeństwo z nadzieją na odnalezienie. Modlimy się za zaginionych, a nie za zmarłych - mówi ks. Ambroży Siemianowski.

- Nie mogę w to uwierzyć, dla mnie to jest szok, bo ich bardzo dobrze znałem. Nie umiem zrozumieć dlaczego... - mówił w rozmowie z reporterką Radia TOK FM jeden mieszkańców miasteczka.

Samolot Air France z 228 osobami na pokładzie zaginął w poniedziałek. Leciał z Rio de Janeiro do Paryża. Linie Air France poinformowały, że nie ma żadnej nadziei, by ktokolwiek ocalał z katastrofy.