Z morza wyłowiono jedynie drewnianą paletę towarową. Generał podkreślił, że na pokładzie zaginionej maszyny nie było drewnianych palet.
Wczoraj ogłoszono, że udało się wydobyć pierwsze szczątki Airbusa , który rozbił się w poniedziałek w czasie podróży z Rio de Janeiro do Paryża.
Czytaj specjalny raport gazeta.pl o katastrofie Airbusa - Z każdą mijającą chwilą możliwości znalezienia ciał maleją - dodał Cardoso. - Początkowo koncentrowaliśmy się na szukaniu ciał i rozbitków, ale teraz zależy nam na szczątkach, które pomogą w śledztwie - dodał.
Czy dowiedzą się, dlaczego samolot runął? Eksperci są zaskoczeni nagłą katastrofą nowoczesnego samolotu, prowadzonego przez trzech doświadczonych pilotów. Ustalenie tego, co zaszło może być bardzo trudne, ponieważ czarne skrzynki, rejestrujące dźwięki na pokładzie maszyny, najprawdopodobniej spoczywają na dnie oceanu.
Samolot w odstępie czterech minut wysłał w eter serię automatycznych sygnałów, wskazujących na usterkę i ostry lot w dół - napisał na swych stronach internetowych specjalistyczny magazyn poświęcony lotnictwu "Aviation Herald". Magazyn cytował źródła w liniach Air France.
To zła wiadomość "To ewidentnie zła wiadomość, bo wolelibyśmy, żeby szczątki te pochodziły z samolotu, o którym mamy informację" - powiedział Dominique Bussereau, sekretarz stanu w rządzie francuskim w
radiu RTL.
Teraz "trzeba kontynuować poszukiwania, a naszym głównym celem jest zdobycie tzw. czarnych skrzynek, czyli rejestratorów danych. Czas pracuje przeciwko nam (...) Trzeba zrobić wszystko, żeby odzyskać rejestratory lotów, a więc z pewnością poszerzyć obszar poszukiwań" - ocenił.
Katastrofa "nagła i brutalna"? Sygnały zaczęły napływać w poniedziałek o godzinie 4.10 czasu polskiego, wskazując wyłączenie układu automatycznego sterowania i zakończyły się o godzinie 4.14 ostrzeżeniem, że kabina "wertykalnie" nabiera prędkości.
Reutrers podkreśla, że katastrofa musiała być nagła i brutalna.
Hiszpański
dziennik "El Mundo" pisał, że
pilot lotu transatlantyckiego zgłosił, że widział rozbłysk białego światła w tym samym czasie, co zaginął samolot Air France.
- Nagle z dystansu zobaczyliśmy silny, intensywny rozbłysk białego światła, który poleciał w dół, po trajektorii pionowej i zniknął w ciągu sześciu sekund - mówił pilot linii Air Comet, lecący z Limy do Madrytu.
Linie Air France poinformowały, że nie ma żadnej nadziei, by ktokolwiek ocalał z katastrofy.
W poszukiwaniach szczątków maszyny na obszarze 6 tys. km kwadratowych uczestniczyło w czwartek prawie 150 osób.