4 czerwca w Chinach: 20 lat temu wojsko wymordowało demonstrantów

tan
04.06.2009 , aktualizacja: 04.06.2009 13:08
A A A Drukuj
5 czerwca 1989 roku: osławione na całym świecie zdjęcie mężczyzny, który staje na trasie czołgów. Został siłą zabrany przez służby bezpieczeństwa, a czołgi zajęły Tiananmen Fot. JEFF WIDENER AP 5 czerwca 1989 roku: osławione na całym świecie zdjęcie mężczyzny, który staje na trasie czołgów. Został siłą zabrany przez służby bezpieczeństwa, a czołgi zajęły Tiananmen
Obchodzony jako dzień wolności w Polsce, w Chinach 4 czerwca jest rocznicą krwawej masakry tysięcy demonstrujących na centralnym placu Pekinu - Tiananmen. Decyzją ówczesnych władz wojsko otworzyło ogień do studentów i robotników domagających się reform. Zginąć mogło wówczas nawet 7 tysięcy osób. Dziś, w 20. rocznicę wydarzeń, Plac jest zapełniony policją, wojskiem i służbą bezpieczeństwa.
Salwy armatnie na Tiananmen. Zdjęcie zrobione z ukrycia; dziennikarze mają zakaz wstępu na plac
Fot. Elizabeth Dalziel AP
Salwy armatnie na Tiananmen. Zdjęcie zrobione z ukrycia; dziennikarze mają zakaz wstępu na plac
Policjanci w mundurach i bez maszerują na Placu Niebiańskiego Spokoju. 4 czerwca 2009
Fot. DAVID GRAY REUTERS
Policjanci w mundurach i bez maszerują na Placu Niebiańskiego Spokoju. 4 czerwca 2009
5 czerwca 1989 roku i 4 czerwca 20 lat później
Fot. STAFF REUTERS
5 czerwca 1989 roku i 4 czerwca 20 lat później
Większość Chińczyków o tym, co wydarzyło się 20. lat temu na Placu Niebiańskiego Spokoju nie wie, a już na pewno nie rozmawia. Po dziś dzień w żadnych opracowaniach historycznych, państwowych dokumentach, o podręcznikach do historii nie wspominając, nie sposób znaleźć choćby wzmianki o tym, co wydarzyło się w Pekinie 4 czerwca.

Po śmierci zwolennika wolnego rynku i demokracji Hu Yaobanga, sekretarza Chińskiej Partii Komunistycznej, na jego pogrzebie zgromadziły się setki tysięcy ludzi. Gdy - zebrani na centralnym placu Pekinu - studenci zaczęli skandować polityczne hasła złagodzenia partyjnego autorytaryzmu, walki z korupcją i wolnego rynku, władza się zaniepokoiła. Na specjalnym posiedzeniu Partii zdecydowano o interwencji paramilitarnych jednostek, które stacjonowały w Pekinie.

Nie poradziły sobie one z gigantycznym tłumem setek tysięcy studentów, intelektualistów i robotników, który odparł kolejne natarcia. Wówczas do stolicy ściągnięto regularną armię, która przy pomocy ostrej amunicji i ciężkiego sprzętu (do stolicy przyjechało ponad 100 czołgów) rozgromiła demonstrantów.

Jako, że "incydent" (Incydent 4 czerwca - tak, jeśli w ogóle, chińskie władze opisują masakrę na Tiananmen) nigdy nie doczekał się politycznego rozliczenia i po dziś dzień jest przez władze tuszowany, prawda o ilości ofiar nie jest znana. Oficjalnie burmistrz Pekinu potwierdził wówczas śmierć 200 osób, według szacunku mediów na podstawie relacji świadków, zginęło jednak od 3 do nawet 7 tysięcy osób.

Dziś, w 20. rocznicę tych wydarzeń, w Pekinie ci nieliczni, którzy wiedzą i pamiętają o tym, co miało miejsce na Tiananmen, wywołali u władz tak silną obawę, że turystyczna atrakcja miasta (z placu jest wejście do Zaginionego Miasta - dawnego cesarskiego dworu) jest - jak relacjonują wypchnięci z placu dziennikarze - bardziej zapełniona policjantami i wojskiem, niż turystami.

W pobliżu jednej z pekińskich stacji metra miało dojść do symbolicznego złożenia kwiatów w miejscu, gdzie 20 lat temu od kul ginęli ludzie. Do oddania hołdu ofiarom nie doszło, bowiem na miejscu na dziennikarzy czekały już radiowozy i kilkunastu policjantów. Od wczoraj porządku w centrum miasta prócz policjantów pilnują także rozstawieni co 100 metrów żołnierze.

Podziel się