Większość Chińczyków o tym, co wydarzyło się 20. lat temu na Placu Niebiańskiego Spokoju nie wie, a już na pewno nie rozmawia. Po dziś dzień w żadnych opracowaniach historycznych, państwowych dokumentach, o podręcznikach do historii nie wspominając, nie sposób znaleźć choćby wzmianki o tym, co wydarzyło się w Pekinie 4 czerwca.
Po śmierci zwolennika wolnego rynku i demokracji Hu Yaobanga, sekretarza Chińskiej Partii Komunistycznej, na jego pogrzebie zgromadziły się setki tysięcy ludzi. Gdy - zebrani na centralnym placu Pekinu - studenci zaczęli skandować polityczne hasła złagodzenia partyjnego autorytaryzmu, walki z korupcją i wolnego rynku, władza się zaniepokoiła. Na specjalnym posiedzeniu Partii zdecydowano o interwencji paramilitarnych jednostek, które stacjonowały w Pekinie.
Nie poradziły sobie one z gigantycznym tłumem setek tysięcy studentów, intelektualistów i robotników, który odparł kolejne natarcia. Wówczas do stolicy ściągnięto regularną armię, która przy pomocy ostrej amunicji i ciężkiego sprzętu (do stolicy przyjechało ponad 100 czołgów) rozgromiła demonstrantów.
Jako, że "incydent" (Incydent 4 czerwca - tak, jeśli w ogóle, chińskie władze opisują masakrę na Tiananmen) nigdy nie doczekał się politycznego rozliczenia i po dziś dzień jest przez władze tuszowany, prawda o ilości ofiar nie jest znana. Oficjalnie burmistrz Pekinu potwierdził wówczas śmierć 200 osób, według szacunku mediów na podstawie relacji świadków, zginęło jednak od 3 do nawet 7 tysięcy osób.
Dziś, w 20. rocznicę tych wydarzeń, w Pekinie ci nieliczni, którzy wiedzą i pamiętają o tym, co miało miejsce na Tiananmen, wywołali u władz tak silną obawę, że turystyczna atrakcja miasta (z placu jest wejście do Zaginionego Miasta - dawnego cesarskiego dworu) jest - jak relacjonują wypchnięci z placu dziennikarze - bardziej zapełniona policjantami i wojskiem, niż turystami.
W pobliżu jednej z pekińskich stacji metra miało dojść do symbolicznego złożenia kwiatów w miejscu, gdzie 20 lat temu od kul ginęli ludzie. Do oddania hołdu ofiarom nie doszło, bowiem na miejscu na dziennikarzy czekały już radiowozy i kilkunastu policjantów. Od wczoraj porządku w centrum miasta prócz policjantów pilnują także rozstawieni co 100 metrów żołnierze.